•  
      Fot. Jacek Tarski
13.06.2018

​Apokalipsa, której nie było

25 lat temu w “Nitronie” w Krupskim Młynie zginęło w wybuchu 6 osób. Wcześniej jednak mogło tam dojść do tragedii na skalę wręcz nieprzewidywalną, porównywalną jedynie z tym, co może wywołać bomba jądrowa.

20 maja 1993 roku w Zakładzie Materiałów Wybuchowych ZTS "Nitron Erg" w Krupskim Młynie, w budynku z nabojarką (maszyną do pakowana materiału w naboje) doszło do eksplozji. W jej wyniku śmierć poniosło sześć osób. Pięć kolejnych zostało przewiezionych do szpitala.

Nie była to pierwsza tragedia, do jakiej doszło w fabryce w Krupskim Młynie. Od początku działalności w zakładzie produkującym materiały wybuchowe zginęło kilkadziesiąt osób. Najwięcej w latach 1915 – 1918. W 1956 roku zginęło 5 pracowników, wybuch w 1976 roku zabrał życie 3 osobom. Eksplozja z maja 1993 roku była natomiast pierwszą, o jakiej można było mówić oficjalnie. Wcześniej wypadki w "Nitronie" trzymane były w ścisłej tajemnicy. Nic dziwnego, bo cały zakład, wszystko, co się w nim działo, było tajne. Poza tym takie rzeczy, jak wypadki nijak nie pasowały do propagandowego obrazu rodzącej się ósmej, czy dziesiątej potęgi gospodarczej świata.

Dawni pracownicy zakładu doskonale pamiętają, że w czasach minionych, gdy w fabryce miał miejsce wypadek, sprawę badano zawsze pod kątem ewentualnego sabotażu. Aby do niego nie dopuścić, pracownicy fabryki byli prześwietlani przez Służbę Bezpieczeństwa, sprawdzani przez kontrwywiad.

Ewentualny sabotaż brano pod uwagę także w 1993 roku. Szybko jednak wykluczono taką możliwość, a prawda okazała się inna. Materiał wybuchł, bo podczas produkcji doszło do błędów technologicznych. W nabojarce znalazło się najprawdopodobniej ciało obce, które przypadkiem zainicjowało eksplozję około 800 kilogramów materiału. Liczba ofiar była tak duża, bo wypadek zdarzył się na styku dwóch zmian. W pomieszczeniu nabojarki powinny być tylko dwie osoby, podczas zmiany tymczasem były tam dwie załogi (rozpoczynająca i kończąca pracę) oraz osoba z nadzoru i ślusarz.

Jacek Pyda, znawca historii fabryki w Krupskim Młynie mówi, że niespełna dwadzieścia lat wcześniej, wiosną 1974 roku, mogło tam dojść do tragedii o apokaliptycznych rozmiarach. Na bocznicy kolejowej, w pobliżu magazynów, zapaliły się gotowe do wywiezienia z fabryki materiały wybuchowe załadowane do wagonów. Zapakowany w skrzynki towar zaczął powoli "puchnąć", rosnąć jak ciasto, czemu towarzyszył wzrost temperatury do poziomu zapłonu. Wreszcie wagon stanął w ogniu.

Pożar mógł w każdej chwili przenieść się na inne wagony i pobliskie, pełne magazyny. Nikt nie był pewien, jak zachowa się materiał. Teoretycznie powinien po prostu spłonąć. Ale skoro sam się zapalił, pożar mógł się zakończyć tragicznie. Gdyby wybuchło to, co zgromadzono w pełnych wówczas po sufit magazynach, fala uderzeniowa mogłaby sięgnąć nawet 100 kilometrów od ewentualnego epicentrum.

Jak mówi Jacek Pyda, władze wiedziały o skali niebezpieczeństwa, jednak ewakuacji nie zarządzono. Ponoć objęto nią tylko rodziny lokalnych notabli. Inni jednak także wiedzieli, jak niebezpieczna jest sytuacja. Mieszkańcy dobrze znali specyfikę zakładu, wiedzieli, co im grozi. Zabierali, co mogli i z tobołami z koców, z dobytkiem w garści, czym kto mógł uciekał byle dalej od Krupskiego Młyna.

Walką z pożarem zajęli się ci pracownicy, którzy byli na miejscu. Jacek Pyda pamięta, jak pracownicy transportu ręcznie rozczepili wagony, jak nie bacząc na nic, wypchnęli płonący gdzieś na bok, gdzie nikomu już nie zagrażał. Mówi, że nie lada męstwem wykazali się ci, którzy wynosili z pozostałych wagonów gorące pudła z materiałem wybuchowym, w którym wciąż zachodziły trudne do przewidzenia reakcje chemiczne. W każdej chwili znajdujące się na krawędzi samozapłonu chemikalia, które zmieniły konsystencję w coś w rodzaju lejącej się lawy, mogły poparzyć pracowników, którzy wyposażeni tylko w rękawice, uwijali się przy likwidacji zagrożenia.

Pożar ugaszono po bodaj dwóch dniach. Cała zasługa jest po stronie tych, którzy byli najbliżej: kierowców wożących rozgrzane pudła na miejsce utylizacji, maszynistów, którzy nie bali się ciągnąć wypełnionych wagonów, ustawiaczy i manewrowych, którzy rozczepiali i sczepiali wagony. Podobno jednak nie oni dostali medale...

Dochodzenie wykazało, że winę za pożar ponoszą ludzie. Wskutek czyjegoś błędu, do produkcji zamówiono nie taki jak trzeba odczynnik chemiczny. Substancja weszła w reakcję z innymi składnikami produkowanego materiału, zmieniając jego właściwości i powodując rozpoczęcie reakcji egzotermicznej, która w końcu doprowadziła do zapłonu.

I jeszcze jedno. O pożarze w Krupskim Młynie w mediach panowała cisza, jakby go w ogóle nie było. Dopiero po jakimś czasie wiadomość ukazała się w miejscu, gdzie by się jej nikt nie spodziewał, czyli na ostatniej stronie popularnego w PRL-u komiksu "Kapitan Żbik". Swego czasu publikowano tam także historyjki o osobach, które wyjątkową postawą, bohaterskim czynem, zasłużyły na medal Za Ofiarność i Odwagę. I znowu okazało się (podobno), że osoby z komiksu to nie ci, którzy rzeczywiście likwidowali zagrożenie, lecz funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. To już jednak materiał na zupełnie inną opowieść.

Jacek Tarski


komentarze
„Gwarek” tygodnik lokalny ukazuje się w trzech powiatach - tarnogórskim, piekarskim i lublinieckim

Wydawca:
Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „GWAREK ŚLĄSKI”

Adres redakcji:
42-600 Tarnowskie Góry
ul. Bytomska 3
Tel. 32-285-26-61, 32-285-27-16
fax 32-285-37-03
Poinformuj Gwarka

Przeczytałem i akceptuję Regulamin serwisu internetowego gwarek.com.pl

 

Administratorem danych osobowych jest Wydawnicza Spółdzielnia Pracy "Gwarek Śląski" z siedzibą w Tarnowskich Górach (42-600) przy ul. Bytomskiej 3. Dane nie będą udostępniane podmiotom innym niż upoważnione na podstawie przepisów prawa lub objęte Twoją zgodą. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi usług, realizacji zamówienia, marketingu usług własnych administratora danych oraz do rejestracji konta użytkownika w serwisie internetowym GWAREK.COM.PL. W każdym czasie masz prawo do wglądu i poprawiania swoich danych osobowych oraz do cofnięcia zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych.