• Pani Katarzyna podpowiada, że sekret pesto tkwi w świeżej bazylii, parmezanie, orzeszkach piniowych i oliwie z oliwek.
    Pani Katarzyna podpowiada, że sekret pesto tkwi w świeżej bazylii, parmezanie, orzeszkach piniowych i oliwie z oliwek. Fot. Agnieszka Gabała
14.04.2015

​Gryfna joginka

Na początku postawiła na karierę — skończyła studia za granicą, pracowała w irlandzkim miesięczniku i międzynarodowych korporacjach. W końcu zmęczona wyścigiem szczurów postanowiła całkowicie zmienić swoje życie i poświęciła się... jodze. Katarzyna Baron opowiada, jak zachęciła tarnogórzan do terapii śmiechem i ćwiczeń pod gołym niebem oraz podpowiada, jak przygotować prawdziwe włoskie pesto.

Gryfna joginka

Można pomyśleć, że dyplom zagranicznej uczelni to prawdziwy rarytas na rynku pracy — a przynajmniej tak wydawało się pani Katarzynie. Po uzyskaniu tytułu licencjata germanistyki w Polsce ukończyła europeistykę z kulturoznawstwem na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, jednak po powrocie do Polski szybko okazało się, że potencjalni pracodawcy nie czekali na nią z otwartymi ramionami. Zatrudnienia szukała długo i z marnym skutkiem.

Dlatego zdecydowałam się wyjechać do Dublina, gdzie mieszkałam przez 2 lata. Pracowałam m.in. w redakcji kulturowego miesięcznika, adresowanego do czytelników różnych narodowości. A że w Irlandii Polaków nie brakowało, z czasem z pracownika biurowego stałam się też konsultantem podpowiadającym, o jakich interesujących dla Polonii wydarzeniach warto napisać — wspomina pani Katarzyna. I choć przyznaje, że posługuje się raczej potoczną angielszczyzną, poradziła sobie też ze stanowiskiem w irlandzkim urzędzie, a dokładniej w instytucji będącej odpowiednikiem polskiego ZUS-u.

Dopiero po ponownym powrocie do Polski stała się łakomym kąskiem dla tzw. headhunterów, zwłaszcza tych szukających pracowników dla firm międzynarodowych. I tak — jak sama mówi — została "dzieckiem korporacji". — To była bardzo wyczerpująca praca. Długie godziny spędzane w biurze, duża dyspozycyjność i konieczność dostosowania się do korporacyjnych, nie zawsze "czystych" reguł gry z obawy o utratę stanowiska, bo przecież w takich firmach każdy jest młody i spłaca jakiś kredyt. Z czasem zmęczenie i stres zaczęły niebezpiecznie odbijać się na moim zdrowiu — opowiada.

By choć na chwilę oderwać się od korporacyjnego reżimu, postanowiła skorzystać z polecanego pracownikom klubu fitness. Z bogatej oferty drogą eliminacji wybrała jogę. I jeszcze wtedy nie miała nawet pojęcia, że ta decyzja diametralnie zmieni jej życie. Zajęcia zachwyciły ją do tego stopnia, że nie tylko uczęszczała na nie regularnie, ale z czasem przeniosła się do profesjonalnego studia jogi, a po kilku latach postanowiła odbyć kurs nauczycielski organizowany przez prof. Janusza Szopę z Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Jako świeżo upieczony instruktor wysłała dokumenty do nowo otwartego tarnogórskiego klubu fitness, gdzie poprowadziła swoje pierwsze zajęcia. Z czasem otworzyła własną praktykę, a liczba jej podopiecznych rosła na tyle szybko, że z korporacjami pożegnała się na dobre.

Czasem słyszę pytania, dlaczego mając na koncie dwa fakultety i pokaźne doświadczenie wybrałam właśnie taką drogę. Wtedy odpowiadam, że każdy rozumie pojęcie kariery inaczej. Moja prywatna definicja to poczucie sensu w tym, co się robi — przekonanie że moje działania służą ludziom, inspirują ich, pomagają poprawić jakość życia. Teraz zupełnie inaczej patrzę na świat, doceniam małe rzeczy, których wcześniej nawet nie dostrzegałam, rozwijam się i po prostu jestem szczęśliwa — uśmiecha się pani Katarzyna.

Indie po śląsku

Czy jogin może godać? — dlaczego nie, a zwłaszcza jeśli mieszka w Tarnowskich Górach. Przekonali się o tym uczestnicy jednej z imprez jogowych, które w mieście gwarków zorganizowała pani Katarzyna. Zaproszenie wraz z krótkim opisem wydarzenia sformułowała w gwarze śląskiej.

W Polsce joga jest sklasyfikowana przez MEN jako ćwiczenia psycho-fizyczne. W dużym uproszczeniu: opiera się na założeniu, że wszystkie przeżycia, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, pozostawiają w naszym organizmie ślad w postaci napięć, które przekładają się na złe samopoczucie, brak energii, rozdrażnienie. Wykonując asany, czyli poszczególne pozycje jogi, docieramy do tych najbardziej zastanych części ciała, uwalniając się od napięć i blokad. Jednocześnie aktywność fizyczna poprawia kondycję, stajemy się bardziej zwinni i elastyczni — wyjaśnia się pani Katarzyna. — Czasem spotykam się z opinią, że joga zmieniła czyjeś życie. Faktycznie jest to możliwe, z tym że warto doprecyzować, że tak naprawdę joga nie zmienia dosłownie naszego życia, ale zmienia nasze nawykowe reakcje na to, co nas spotyka. Jeśli borykamy się z niepowodzeniami w pracy, kłopotami w małżeństwie czy trudną relacją z teściową, to udział w kilku zajęciach nie sprawi, że te problemy znikną. Może za to sprawić, że nauczymy się bardziej efektywnie wykorzystywać naszą energię, lepiej reagować w stresujących sytuacjach, nabierzemy odwagi i dystansu do ludzi. Indyjscy jogini dążą do tego, by uwolnić się do cierpienia — a my, dziś na Górnym Śląsku, możemy dzięki jodze próbować dostrzegać pozytywne aspekty tego, co spotyka nas w danej chwili i miejscu.

Pani Katarzyna swoimi doświadczeniami dzieliła się podczas wydarzeń, jakie za jej sprawą odbyły się w Tarnowskich Górach. Ponad 80 osób przyszło na zajęcia jogi w Parku Miejskim, które zakończył rodzinny piknik. W Parku Wodnym świętowano Światowy Dzień Jogi, na całej kuli ziemskiej obchodzony 22 lutego. Nasza rozmówczyni była też inicjatorką akcji charytatywnej, w ramach której zajęcia jogi połączono ze zbieraniem datków na leczenie chorujących na mukowiscydozę braci Wojtka i Michała Obrusików.

Jak ziewa kot

Na początku siedzieli sztywno obok siebie, wyraźnie skrępowani. Podczas rozgrzewki, wykonując proste ćwiczenia, zgodnie z poleceniami instruktora udawali, że się śmieją. Z czasem zgromadzeni, obserwując siebie nawzajem, zapominali, że różnią się wiekiem, wykształceniem czy statusem majątkowym i zaczynali śmiać się do rozpuku. Właśnie taki rezultat miały przynieść warsztaty jogi śmiechu, jakie w Tarnowskich Górach odbyły się za sprawą pani Katarzyny. — Wcześniej w internecie natrafiłam na filmik nagrany podczas zajęć prowadzonych przez Jacka Golańskiego — psychologa, który jako jeden z pierwszych zaczął propagować w Polsce jogę śmiechu. Pomyślałam, że wspaniale byłoby pokazać taką formę ćwiczeń w naszym mieście, więc zaprosiłam do współpracy pochodzącą z Brynka Hannę Gliwę, nauczycielkę jogi i śmiechojogi z jednej z wrocławskich szkół jogi — opowiada.

Podkreśla, że joga to szeroka dziedzina, inspirująca ją do nieustannego poszerzania wiedzy, zgłębiania fachowej literatury i tekstów źródłowych, w czym ogromnie wspiera ją mąż — absolwent filozofii. Pani Katarzyna chętnie wymienia doświadczenia z innymi instruktorami, których zaprasza do Tarnowskich Gór, współpracuje też ze szkołą jogi w Kopenhadze oraz z niemieckim jogowym portalem internetowym prowadzonym przez dyplomowanego lekarza medycyny. Znajduje czas na tłumaczenie zagranicznych artykułów o tej tematyce, pisze też teksty dla największego portalu jogowego w Polsce. Niektóre z nich zamieszcza na swojej stronie internetowej oraz na blogu o dość nietypowej nazwie: "Ziewnięcie kota". —To tłumaczenie tytułu amerykańskiego kwartalnika o tematyce psychologicznej. A poza tym uwielbiam koty, to wspaniałe zwierzęta, które podziwiam za ich niezależność, za to, że zawsze chodzą własnymi drogami — wyjaśnia pani Katarzyna.

Niedawno w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnowskich Górach zorganizowała spotkanie filmowe, którego tematem był dokument Toma Shadyaca "I Am". Projekcja miała zachęcić zebranych do dyskusji i głębszej refleksji nad problemami życia codziennego. Wydarzenie cieszyło się dużym zainteresowaniem i niewykluczone, że nie będzie ostatnim.

Pani Katarzyna dodaje, że mimo wielu zajęć chętnie spędza też czas w kuchni, gotując dla rodziny i znajomych. Jest zwolenniczką smacznych, zdrowych i szybkich dań przygotowywanych z naturalnych składników. A Czytelnikom "Gwarka" postanowiła polecić przepis na pesto. — To nieprzypadkowy wybór. W jednym z atlasów zielarskich natrafiłam na informację, że typowe włoskie pesto poza walorami smakowymi skutecznie koi skołatane nerwy — i pomyślałam, że właśnie takie danie najlepiej wpisze się w klimat naszej rozmowy.


PESTO

Składniki:
duży pęczek bazylii, 1-2 ząbki czosnku, 30 g drobno startego parmezanu, 30 g orzeszków piniowych (można zastąpić je pestkami słonecznika), ok. 50-70 ml oliwy z oliwek, sól, pieprz.

Przygotowanie:
Liście bazylii umieścić w blenderze wraz z drobno pokrojonym czosnkiem, startym parmezanem i orzeszkami piniowymi. Włączyć mikser i powoli wlewać oliwę z oliwek. Oliwy dodać tyle, by sos miał lekko płynną, ale gęstą konsystencję. Na końcu doprawić solą i pieprzem.
Można zjeść od razu, np. z makaronem lub pieczywem, albo przełożyć do słoiczka i przechowywać w lodówce przez kilka dni.

Agnieszka Gabała


komentarze
„Gwarek” tygodnik lokalny ukazuje się w trzech powiatach - tarnogórskim, piekarskim i lublinieckim

Wydawca:
Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „GWAREK ŚLĄSKI”

Adres redakcji:
42-600 Tarnowskie Góry
ul. Bytomska 3
Tel. 32-285-26-61, 32-285-27-16
fax 32-285-37-03
Poinformuj Gwarka

Przeczytałem i akceptuję Regulamin serwisu internetowego gwarek.com.pl

 

Administratorem danych osobowych jest Wydawnicza Spółdzielnia Pracy "Gwarek Śląski" z siedzibą w Tarnowskich Górach (42-600) przy ul. Bytomskiej 3. Dane nie będą udostępniane podmiotom innym niż upoważnione na podstawie przepisów prawa lub objęte Twoją zgodą. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi usług, realizacji zamówienia, marketingu usług własnych administratora danych oraz do rejestracji konta użytkownika w serwisie internetowym GWAREK.COM.PL. W każdym czasie masz prawo do wglądu i poprawiania swoich danych osobowych oraz do cofnięcia zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych.