• Pan Zbigniew podkreśla, że mężczyzna z obowiązkami domowymi może radzić sobie równie dobrze co kobieta — i podpowiada, jak w oryginalny sposób przyrządzić polędwiczki wieprzowe.
    Pan Zbigniew podkreśla, że mężczyzna z obowiązkami domowymi może radzić sobie równie dobrze co kobieta — i podpowiada, jak w oryginalny sposób przyrządzić polędwiczki wieprzowe. Fot. Agnieszka Gabała
04.04.2016

Nie tylko na scenie

Zbigniew Seniów został nowym wójtem Koszęcina. Przy tej okazji przypominamy artykuł, jaki ukazał się w 25 numerze “Gwarka” z 2014 r. Seniów był jednym z bohaterów rubryki “Życie od kuchni”, w której przybliżaliśmy sylwetki lokalnych aktywistów i społeczników.

Mieszkańcy Koszęcina i okolic widują go w roli konferansjera podczas lokalnych imprez kulturalnych. Przed publicznością staje też pod postacią zgryźliwej staruszki, a ostatnio również jako ojciec panny młodej. Zbigniew Seniów, radny gminy Koszęcin, zdradza, jakie "wpadki" sceniczne najbardziej zapadły mu w pamięć i podaje przepis na chrupiące polędwiczki z miodem.

Przed laty nawet nie wyobrażał sobie, że mógłby wyprowadzić się ze swojego rodzinnego miasta, Bytomia — zwłaszcza na wieś. Jednak na początku lat 90. XX wieku los rzucił go do Koszęcina, gdzie zamieszkał i rozpoczął pracę w Zespole Pieśni i Tańca "Śląsk". Kilka lat po tym, jak na świat przyszły jego dwie córki, ze względów zdrowotnych musiał zrezygnować z aktywności zawodowej i zajął się domem.

W domu rodzinnym byłem małym "królewiczem", miałem trzy siostry i nie musiałem przejmować się obowiązkami domowymi. Z prawdziwym życiem zderzyłem się w wieku 19 lat, kiedy straciłem rodziców, byłem zmuszony przerwać naukę i pójść do pracy. Dopiero później mogłem pozwolić sobie na uzupełnienie wykształcenia — opowiada nasz rozmówca. — Prowadzenie domu i zajmowanie się dziećmi okazało się prawdziwym wyzwaniem. Musiałem nauczyć się zaplatać warkoczyki, gotować, a przede wszystkim starałem się jak najlepiej wychowywać córki. I doskonale wiem, że wiążące się z tym obowiązki bywają dużo bardziej uciążliwe niż praca, w której spędza się 8 godzin dziennie. W domu pracuje się 24 godziny na dobę, dlatego nigdy nie zgodzę się z opinią, że kobieta zajmująca się domem ma niekończące się wakacje — podkreśla pan Zbigniew.

Jego przykład dowodzi też, że poświęcenie się rodzinie wcale nie musi wiązać się z rezygnacją z dodatkowych wyzwań. Wyszedł z inicjatywą stworzenia placu zabaw, w którego budowie aktywnie uczestniczył, a także postawienia wiaty, pod którą mieszkańcy mogli miło spędzić czas przy grillu.

Od 16 lat pełni funkcję przewodniczącego w radach rodziców, najpierw w przedszkolu, a potem w kolejnych szkołach, do których uczęszczają jego córki. Angażował się w organizację festynów, kiermaszów i innych wydarzeń, których celem było zaprezentowanie zdolności uczniów, a przy okazji zebranie funduszy dla placówki.

Każdy ojciec powinien być obecny w życiu swoich dzieci, rozmawiać z nimi, pomagać w trudnych chwilach. Bez względu na to, czy pracuje zawodowo, czy też nie. Cieszę się, że stereotypy mówiące o tym, że rodziną powinna zajmować się wyłącznie kobieta, odchodzą w zapomnienie. W końcu ojcowie równie dobrze odnajdują się w trudnych sytuacjach i stawiają czoła wyzwaniom — nawet tak poważnym jak wychowanie młodego człowieka — uśmiecha się pan Zbigniew.

Jak biustonosz...

Doskonale pamięta uczucie, jakie towarzyszyło mu, kiedy pierwszy raz stanął na scenie. Kolega poprosił go, aby poprowadził za niego imprezę, która miała być "niewielka" — a okazała się międzynarodowym festiwalem tańca. — Zostałem rzucony na głęboką wodę. Kiedy spojrzałem na publiczność, przez chwilę sparaliżował mnie stres, ale poradziłem sobie — wspomina pan Zbigniew. — Na początku potrafiłem nawet napisać sobie na kartce "dzień dobry", żeby nie zapomnieć się przywitać. Z czasem nabrałem wprawy, ale staram się nie popaść w rutynę, która gubi najlepszych konferansjerów. Nawet jeśli na widowni siedzi tylko 5 osób, to już jest publiczność, którą należy traktować z szacunkiem.

Na ulicach Koszęcina i okolicznych gmin pana Zbigniewa rozpoznaje wielu mieszkańców, którzy pamiętają go jako prowadzącego lokalne imprezy, koncerty czy festiwale. Kilkakrotnie miał już okazję stać na scenie podczas Dni Lublińca, ale też wielu innych imprez, takich jak np. Mistrzostwa Polski Drwali. W pamięć zapadły mu także koncerty, które organizował: Dżemu, Bajmu, Budki Suflera czy swojego ulubionego zespołu z młodości — TSA.

Z uśmiechem przyznaje, że przydarzyło mu się kilka scenicznych wpadek. Jak choćby ta, gdy w wyniku przejęzyczenia z prezydenta Poznania "zrobił" burmistrza Lublińca lub kiedy dwukrotnie zamienił nadleśniczego Nadleśnictwa Koszęcin na nadleśniczego Nadleśnictwa Lubliniec. Zdarzały się też małe potknięcia w datach, ale do takich pomyłek pan Zbigniew podchodzi z humorem. Podkreśla, że swoją rolę traktuje profesjonalnie, za każdym razem prosi o listę nazwisk osób, które musi wymienić i stanowisk, jakie zajmują. Jednak mimo tego czasem bywa zmuszony do improwizacji.

Pamiętam, jak podczas jednego z festiwali miałem przeczytać list od przedstawiciela urzędu wojewódzkiego, ale organizatorka dała mi... pustą okładkę. Widziałem, jak blada stoi obok sceny i nerwowo wymachuje kartką papieru. Mogłem powiedzieć, że nie dostarczyła mi listu i zmusić ją do przemaszerowania przez całą scenę przed liczną widownią, ale zamiast tego "stworzyłem" list na podstawie podobnych, które odczytałem chwilę wcześniej. Niestety nie znałem nazwiska adresata, ale kiedy miałem je "odczytać", odwróciłem się lekko od mikrofonu i publiczność potraktowała to jako "zakłócenia" — śmieje się pan Zbigniew. — Widać nie bez powodu mówi się, że konferansjer jest jak biustonosz — niby nieistotny, ale wszystko podtrzymuje — dodaje z uśmiechem.

Zgryźliwa Hilda

Do "pamiętnych" epizodów zalicza jeden z koncertów podczas Dni Lublińca, kiedy w 2008 roku zaplanowano występ zespołu Feel. W tym samym dniu odbywał się festiwal w Opolu, na którym muzycy mieli odebrać kilka statuetek i z tego powodu musieli wypowiedzieć kontrakt. Co prawda menedżer grupy w ramach zadośćuczynienia zaproponował zastępstwo, jednak już nie wspomniał, że zespół spóźni się... ponad 2 godziny!

To był prawdziwy horror. Przez 2 godziny musieliśmy zabawiać publiczność, wymyślać zabawy, opowiadać anegdoty, byle tylko widownia nie pozostała pusta. To był chyba najtrudniejszy moment w mojej karierze konferansjera. Na szczęście wyszedłem z tego obronną ręką i koncert się odbył wspomina nasz rozmówca.

Warto wspomnieć, że na scenie można też zobaczyć go w innym charakterze, występuje jako kabaretowa postać, 77-letnia, zgryźliwa Hilda Bryźlino. Ostatnio można oglądać go w roli ojca pana młodego w komediowym spektaklu "Francik sie żyni". Występu w przedstawieniu napisanym w gwarze śląskiej podjęli się aktorzy lublinieckiego Teatru Po Pracy, w którym udziela się także nasz rozmówca.

Ale to jeszcze nie wszystkie formy aktywności, w jakie angażuje się pan Zbigniew. Pełni funkcję prezesa stowarzyszenia działającego na rzecz niepełnosprawnych, od 8 lat jest członkiem Rady Gminy Koszęcin, zasiada w radzie parafialnej.

Znajomi czasem żartują, że chyba nie ma w Koszęcinie rady, w której by mnie nie było — śmieje się nasz rozmówca. — Ale nie potrafię bezczynnie siedzieć w miejscu. Lubię sprawdzać się w różnych rolach, stawiać sobie nowe wyzwania, realizować kolejne pomysły. Czuję, że w ten sposób się rozwijam. W końcu już niejednokrotnie przekonałem się, że najlepszą szkołą jest życie.

Agnieszka Pęcherz

   

POLĘDWICZKI WIEPRZOWE W MIODZIE Z MIGDAŁAMI

Składniki :
500 g polędwiczek wieprzowych, tymianek, rozmaryn, duża cebula, sos sojowy, miód pszczeli, oliwa z oliwek, cukier trzcinowy, sól, pieprz, płatki migdałów, 200 g dzikiego ryżu, bakłażan, cukinia, kalafior, brokuły.

Przygotowanie:
Polędwiczki umyć, wyciąć błony, osuszyć ręcznikiem papierowym.
W szklanym naczyniu przygotować marynatę: 2 łyżeczki zgniecionego tymianku, 2 łyżeczki zgniecionego rozmarynu, łyżeczka soli, łyżeczka pieprzu, 3 łyżki stołowe sosu sojowego, 5 łyżek stołowych miodu, 5 łyżek stołowych oliwy z oliwek, 2 łyżeczki cukru trzcinowego, 1 duża cebula pokrojona w plasterki, wymieszać .
Do marynaty włożyć polędwiczki i zostawić na min. godzinę.
Następnie ułożyć mięso, w całości, w wysokiej formie. Można dodać 2 łyżki oliwy. Piec w piekarniku ok. 30 min w temp 180°C. Pod koniec pieczenia mięso posypać migdałami i włożyć do piekarnika na 10 min.
Podawać z pieczonym na oliwie bakłażanem, cukinią, gotowanym kalafiorem, brokułami oraz ugotowanym na sypko ryżem.


komentarze
„Gwarek” tygodnik lokalny ukazuje się w trzech powiatach - tarnogórskim, piekarskim i lublinieckim

Wydawca:
Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „GWAREK ŚLĄSKI”

Adres redakcji:
42-600 Tarnowskie Góry
ul. Bytomska 3
Tel. 32-285-26-61, 32-285-27-16
fax 32-285-37-03
Poinformuj Gwarka

Przeczytałem i akceptuję Regulamin serwisu internetowego gwarek.com.pl

 

Administratorem danych osobowych jest Wydawnicza Spółdzielnia Pracy "Gwarek Śląski" z siedzibą w Tarnowskich Górach (42-600) przy ul. Bytomskiej 3. Dane nie będą udostępniane podmiotom innym niż upoważnione na podstawie przepisów prawa lub objęte Twoją zgodą. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi usług, realizacji zamówienia, marketingu usług własnych administratora danych oraz do rejestracji konta użytkownika w serwisie internetowym GWAREK.COM.PL. W każdym czasie masz prawo do wglądu i poprawiania swoich danych osobowych oraz do cofnięcia zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych.