Zdaniem Tarskiego - blog polityczny

10.04.2018

96 miesięcy

Osiem lat temu o ósmej z minutami, kiedy to pod Smoleńskiem rozbił się samolot z prezydentem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie, spałem. Obudziła mnie żona, informując, że był wypadek. Nie chciałem w to wierzyć, ale wkrótce okazało się, że najczarniejszy scenariusz się spełnił. Pamiętam, jak powiedziałem wtedy, że teraz się zacznie. I zaczęło się.

Nie zamykam się w domu ze swoimi ulubionymi książkami. Nie ograniczam się do czytania doniesień jednego portalu. Prócz tego, że oglądam, co dzieje się na "Wyborczej i "Natemat", z równą uwagą spoglądam na "Frondę" i inne "Wpolityce", czy inne "Wsieci". Dlatego na pewne sprawy patrzę dość szeroko. Znam argumenty stron spierających się, umiem ocenić, co w nich mocne, a co słabe. Nic więc dziwnego, że od chwili, gdy dowiedziałem się, co się stało pod Smoleńskiem, szukałem w sieci materiałów na ten temat w różnych źródłach. Czytałem wszystko, co znalazłem. Czytałem analizy i refleksje lotników, czytałem opracowania ekspertów, ale także spoglądałem w materiały mniej fachowe, zapoznawałem się z teoriami spiskowymi, tymi mniej, i tymi bardziej prawdopodobnymi. Z uwagą słuchałem doktora Laska, ale i panów z komisji Macerewicza, którzy pokazywali parówki i puszki. Myślałem sobie, że każdy przykład użyty do tego, by coś wytłumaczyć, jest dobry.

Cedząc informacje zaczynałem pewne sprawy rozumieć. Docierało do mnie, że fikcja, "malowanie trawy na zielono" i kult tego, że sztuka musi się zgadzać, wciąż jest podstawą działania wojska (wszak to wojsko wiozło prezydenta i innych na uroczystości katyńskie). Ze zdziwieniem dowiadywałem się, że piloci nie ćwiczyli na symulatorach, bo "załatwili" sobie wpisy w dokumentacji, więc na papierze było git, że nie znali języka, że załoga była z łapanki, że wystartowali za późno, że nie mieli alternatywy do lądowania, bo lotniska zapasowe zapisano w dokumentach na zasadzie, że jak mają być, to się wpisze i będzie okej, bo nikt przecież się czepiał nie będzie. Z nie mniejszym zdziwieniem słuchałem potem zapisu rozmów w kokpicie, śledziłem wyniki badań komisji ministra Millera, słuchałem wywiadów z doktorem Laskiem i porównywałem to wszystko z tym, czym epatowała prawica. Poznałem teorię z magnesem, z bombą próżniową, z bombą termocośtam, ze sztuczną mgłą, z tym, że samolot specjalnie naprowadzano tak, by się rozbił, że samolot, który wylądował przed nim był tym, na którym rosyjscy kontrolerzy ćwiczyli sprowadzanie polskiego tupolewa po złej ścieżce, czytałem o eksplozjach, o tym, że maszyna rozpadła się przed brzozą itd.itp., że nie wspomnę o eksplozji w skrzydle i gdzie tam jeszcze.

I co z tego? Niewiele. Oprócz tego, że pojawiły się pytania. Bo rozumiem, eksplozja, bomby, sztuczna mgła, ale dlaczego samolot wystartował mimo prognozy pogody, przewidującej brak warunków do lądowania? Czemu mknął kilkanaście metrów nad ziemią, o wiele niżej, niż przewidują normy, skoro widoczność terenu nie przekraczała połowy minimum? Dlaczego, prawie haratając brzuchem po ziemi, przy ryczącym alarmie "pull up, pull up!" piloci długą chwilę nie podrywali maszyny i nie odchodzili na następny krąg? Pytania zresztą mógłbym mnożyć, a odpowiedź na nie jest dosyć prosta: miało się udać. Jak? Zwyczajnie, na zasadzie, że jakoś to będzie. Że jeszcze nigdy nie było tak, żeby było tak, żeby jakoś nie było. Po polsku, po naszemu. Wszak jesteśmy mistrzami osobliwej improwizacji. Kult, że jakoś to będzie jest w Polsce silny, silniejszy, niż można się spodziewać.

Po mojemu tragedia w Smoleńsku była tylko zwykłym wypadkiem. Nie umniejszam w ten sposób majestatowi śmierci 96 osób. Jasne, lepiej by brzmiało, że prezydent "poległ", bo był zamach, byłoby to bardziej po naszemu, ale... Ale nie, nie da się. To był tylko wypadek, na który złożyło się wszystko to, co w Polsce mamy na co dzień, czyli byle jak, byle co, byle kto, byle gdzie. I nigdy nie będzie inaczej, cjhoćby nie wiem co jeszcze Macierewicz wymyślił.


komentarze
„Gwarek” tygodnik lokalny ukazuje się w trzech powiatach - tarnogórskim, piekarskim i lublinieckim

Wydawca:
Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „GWAREK ŚLĄSKI”

Adres redakcji:
42-600 Tarnowskie Góry
ul. Bytomska 3
Tel. 32-285-26-61, 32-285-27-16
fax 32-285-37-03
Poinformuj Gwarka

Przeczytałem i akceptuję Regulamin serwisu internetowego gwarek.com.pl

 

Administratorem danych osobowych jest Wydawnicza Spółdzielnia Pracy "Gwarek Śląski" z siedzibą w Tarnowskich Górach (42-600) przy ul. Bytomskiej 3. Dane nie będą udostępniane podmiotom innym niż upoważnione na podstawie przepisów prawa lub objęte Twoją zgodą. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi usług, realizacji zamówienia, marketingu usług własnych administratora danych oraz do rejestracji konta użytkownika w serwisie internetowym GWAREK.COM.PL. W każdym czasie masz prawo do wglądu i poprawiania swoich danych osobowych oraz do cofnięcia zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych.