Zdaniem Tarskiego - blog polityczny

05.03.2018

Zderzenia z dawnymi czasy, czy jak kto woli - z historią

Historia, czyli nauka o czasach dawnych i tych mniej dawnych. O tym, co działo się za Juliusza Cezara w Rzymie i za Gomułki w Warszawie, o tym, co było blisko i o tym, co było daleko. Historia, dzisiaj przekonujemy się o tym łatwiej, niż kiedykolwiek, ma wpływ na nasze życie, na to, co wokół. Z historią zderzamy się, jak z murem. Historią żyjemy, choć czasem nawet nie zauważamy tego faktu.

Ostatnio historia, o której we wstępie, "walnęła" we mnie parę razy. Może nie po kolei, może nie według hierarchii ważności wydarzeń, ale... Dobra. Sesja Rady Miejskiej w tarnowskich Górach. 1 marca dzień pamięci tzw. żołnierzy wyklętych. Przewodniczący Olszewski Tomasz prosi o powstanie, chce, by rada w ten sposób uczciła... No właśnie, kogo? Ognia? Kaprala, który sam siebie mianował majorem. Żołnierz? Jakiej armii, kto był jej dowódcą? Kto był dowódcą Kurasia vel Ognia? Kto wydawał mu rozkazy? Czy rozkazy te dotyczyły spraw, o których opowiadał mi mój dziadek, góral spod Turbacza? Kto jak kto, ale mieszkańcy tamtych okolic poznali Kurasia vel ognia jak mało kto mało kogo. 

Albo taki Rajs, zwany Burym. Kolejny "bohater". Zdaje się, że i o nim w okolicy Hajnówki mówią nie za ciepło. Albo Łupaszka - Szendzielarz. Jak dla mnie życiorysy zagmatwane na tyle, by nie stawiać ich za wzór. Skoro z uczczenia Rajsa wycofał się nawet prezydent Duda. Dajmy spokój. Nie stawiajmy tych ludzi na cokołach. Kto chce, niech ogląda propagandowe "dzieła"na ich temat. Ja, zamiast tego, proponuję przeczytanie paru książek. Dlatego też nie uczciłem na stojąco pamięci "wyklętych". 

Rok 1968. Smutny czas. Nagle okazało się, że sąsiadowi nie wolno wierzyć, bo Żydem jest, a ten doktor, co jeszcze wczoraj operował czyjegoś syna, to też, proszę ja cię, syn Judy. Gomułka strzykający jadem z mównicy. "Człowiek z rynsztoka, człowiek o mentalności alfonsa" i słynne pytanie, "czy są wśród nas syjoniści"? Matko święta! To było 50 lat temu! Pamiętam, jak przez mgłę, że ojciec rozmawiał z mamą na temat czyjegoś wyjazdu. Zapamiętałem, że mama powiedziała "nie wróci". Potem dopiero dowiedziałem się, że chodzi o kogoś, kto nagle okazał się właśnie Żydem. 

Ale nieważne, kim okazywali się ci z roku 68. Ważne jest to, że historia znowu nam wali w łeb. Że znowu z mównicy przemawia gnom. Że jak tamten wrzeszczał o "człowieku o mentalności alfonsa", tak ten wrzeszczy o "mordach zdradzieckich". Że 50 lat później. Nieważne. Znowu jesteśmy "my" i "oni". "Ich" na razie nikt nie wypędza. Na razie nikt nie mówi im, że mają jechać do Syjamu, ale poczekajmy chwilę, niech znajdzie się więcej Piotrowiczów. Ten jeden już dzisiaj powiedział, że w konstytucji czegoś tam nie ma, co jest. Powiedział z uśmiechem na, przepraszam za wyrażenie, gębie. Ciekawe, jak będzie się śmiał, kiedy dla "zakamuflowanej opcji niemieckiej" braknie miejsca w Rzeczypospolitej? Ciekawe, jak będzie rechotał, kiedy okaże się, że trzeba odebrać emerytury nauczycielom rosyjskiego, potem historii, wos-u, może jeszcze polonistom, bo uczyli o Broniewskim i o Tuwimie, a te "Kwaity polskie", to wicie, rozumicie, takie jakieś lewackie.

Może jestem przewrażliwiony. Może mam gorszy dzień. Ale wesoło mi nie jest. Kilka lat temu, za pierwszego PiS-u, czyli w 2006 lub 2007 roku, byłem we Francji, w Normandii na półwyspie Cotentin w miejscowości Barfleur. Cudowne miasteczko, z portem rybackim w samym centrum. Zostawiłem samochód na parkingu i "pasłem oczy" widokami, które zapierały dech w piersi. W pewnym momencie podeszła do nas kobieta, która zapytała, czy jesteśmy Polakami. Odpowiedzieliśmy, że tak, że oczywiście, spytaliśmy, skąd tak dobrze zna język polski. Pani opowiedziała nam swoją historię. Jej ojciec pochodził gdzieś z Wielkopolski, mama była Francuzką. Poznali się podczas wojny (ojciec był w wojsku w Wehrmachcie, powołany, jak wielu Wielkopolan). Po wojnie osiedli w Polsce, ale w 1956 roku, gdy nasza rozmówczyni miała kilka lat, mieli dosyć i wyjechali do Francji. Tam nasza nowa znajoma skończyła szkołę, tam wyszła za mąż, urodziła dzieci. Rozmawialiśmy dość długo. Pytała, co robimy, jak nam się wiedzie?Ja z kolei  spytałem, czy była w Polsce? Odparła, że nie. Spytałem więc, dlaczego? Usłyszałem, że się boi... Próbowałem tłumaczyć, że Polska to już inny kraj, że to nie to samo, o czym pewnie opowiadał jej ojciec. Ale nasza pani została nieprzekonana. Bała się, i koniec. Powiedziała, że do Polski nie przyjedzie.

Parę lat później przeczytałem o mężczyźnie, którego pobito w tramwaju, bo mówił po niemiecku. Zrozumiałem. 


komentarze
„Gwarek” tygodnik lokalny ukazuje się w trzech powiatach - tarnogórskim, piekarskim i lublinieckim

Wydawca:
Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „GWAREK ŚLĄSKI”

Adres redakcji:
42-600 Tarnowskie Góry
ul. Bytomska 3
Tel. 32-285-26-61, 32-285-27-16
fax 32-285-37-03
Poinformuj Gwarka

Przeczytałem i akceptuję Regulamin serwisu internetowego gwarek.com.pl

 

Administratorem danych osobowych jest Wydawnicza Spółdzielnia Pracy "Gwarek Śląski" z siedzibą w Tarnowskich Górach (42-600) przy ul. Bytomskiej 3. Dane nie będą udostępniane podmiotom innym niż upoważnione na podstawie przepisów prawa lub objęte Twoją zgodą. Podanie danych jest dobrowolne, ale konieczne do obsługi usług, realizacji zamówienia, marketingu usług własnych administratora danych oraz do rejestracji konta użytkownika w serwisie internetowym GWAREK.COM.PL. W każdym czasie masz prawo do wglądu i poprawiania swoich danych osobowych oraz do cofnięcia zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych.