Zamknij
REKLAMA

Działalność na pół gwizdka. Kiedy powrót do normalności?

10:00, 15.07.2020 | .
Skomentuj Pałac w Rybnej najwięcej stracił z powodu odwołania imprez, które zwykle odbywają się cyklicznie. Fot. Archiwum Gwarka
REKLAMA

Koronawirus dał się we znaki kulturze w Tarnowskich Górach. Od marca do czerwca nie działał Pałac w Rybnej, TCK po dziś dzień działa na pół gwizdka, nie ma tam np. wakacyjnych zajęć.

Trudno znaleźć branżę, która nie dostałaby w kość w związku z ograniczeniami spowodowanymi epidemią COVID-19. Adam Morawiec, dyrektor samorządowej instytucji kultury Pałac w Rybnej mówi, że kierowana przez niego firma najwięcej straciła z powodu odwołania imprez, które zwykle odbywają się w pałacu cyklicznie. Nie było w tym roku obchodów Święta Wojsk Chemicznych, nie było obchodów Dnia Strażaka, a trzeba pamiętać, że pałac na takich właśnie eventach zarabia pieniądze. Przez dłuższy czas panował zakaz organizacji imprez typu wesela czy komunie. Udało się jednak tak poprzekładać terminy, że i klienci są zadowoleni, i firma nie poniosła strat na tych przedsięwzięciach.

Obyło się bez zwolnień. – Udało nam się także nie obniżać wynagrodzeń pracowników. W czasie zamknięcia placówki część pracowników była na opiece nad dziećmi, wykorzystywano zaległe urlopy, część poszła na L4. W sumie ograniczyliśmy koszty o 78 tys. zł – relacjonuje Adam Morawiec, dyrektor Pałacu w Rybnej i dodaje, że spore straty firma poniosła na działalności hotelowej i gastronomicznej.

Ile Pałac w Rybnej stracił na działalności artystycznej, z tytułu odwołanych imprez, koncertów itp., z tytułu niesprzedanych biletów? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak, choć działalność artystyczną już wznowiono, odbył się jeden koncert, sytuacja szybko nie wróci do normy. Po pierwsze nie można sprzedawać biletów na komplet miejsc. Zgodnie z przepisami co drugie krzesło musi pozostać puste. To spory problem. Jak mówi Adam Morawiec, na spotkania jazzowe planował zaproszenie dwóch gwiazd – Hanny Banaszak i Anny Marii Jopek. Zakładając, że obydwa koncerty odbędą się przy pełnej sali, liczącej 240 miejsc, udałoby się koncerty finansowo "zapiąć". Niestety, zgodnie z przepisami, koncertów może słuchać po 120 osób i w związku z tym ich organizacja, ze względu na finanse, stoi pod znakiem zapytania.

Ewa Trojan, dyrektor Tarnogórskiego Centrum Kultury mówi, że straty spowodowane zamknięciem placówki w marcu są, ale nie są na tyle dotkliwe, by wpłynąć w sposób znaczący na sytuację ekonomiczną placówki. Zaplanowane na okres letni imprezy, a więc kino plenerowe i wrześniowy plener "Słowianie" powinny odbyć się zgodnie z rozkładem. Ale w przypadku TCK straty to nie tylko finanse. Trzeba pamiętać o zawieszeniu działań kół zainteresowań, chórów itp., o całkowitym zamknięciu placówki. Trzeba też mieć na uwadze to, że nie będzie w tym roku sztandarowej miejskiej imprezy, jaką są coroczne "Gwarki". Tarnogórzanie muszą się obejść smakiem.

Możliwość zaoszczędzenia dała struktura zatrudnienia. Część instruktorów, dyrygenci chórów itp. to osoby z zewnątrz, pracujące na umowach-zleceniach. Nieodbywające się zajęcia wykluczyły wydatek na ich gaże. 

Także teraz nie można mówić o normalnej działalności. Póki co przepisy sanitarne znacznie ją ograniczają. Na przykład w sali baletowej na piętrze budynku przy ul. Sobieskiego może przebywać maksymalnie 12 osób. Niemożliwe są także spotkania chórów w pełnej obsadzie. Z powodu ograniczeń TCK nie organizuje półkolonii w dzielnicowych świetlicach. Przepisy ograniczyły możliwość uczestnictwa więcej niż kilkorga dzieci w obiekcie. Są również wytyczne, by zajęcia odbywały się pod dachem, co dla dzieci, które pragną świeżego powietrza i ruchu stanowi, co tu dużo mówić, jest sytuacją trudną do zaakceptowania.  

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz