Zamknij

Szalona noc w Biedronce. Sieć karze pracowników. Alfred Bujara ich broni

05:40, 28.05.2020 |
Skomentuj Kto by nie skorzystał z takiej okazji. W szał zakupów wpadło wiele osób, nie wykluczając pracowników Biedronki. Fot. Pixabay
REKLAMA

W ostatnich tygodniach pracę w Polsce można stracić nie tylko z powodu pandemii, ale także sklepowej promocji. Historia, która odbiła się echem w całym kraju, ma także swój tarnogórski wątek. Jeżeli sprawa trafi do sądu, ten będzie miał twardy orzech do zgryzienia. 

Pod koniec kwietnia w sieci sklepów Biedronka zorganizowano promocję pod hasłem "Biała noc". Zasada była prosta: klient kupuje 20 produktów, z których trzy dostaje gratis. Miały to być rzecz jasna trzy najtańsze produkty.

Wkrótce po promocji zrobiło się o wiele głośniej, niż przed. Najprawdopodobniej na skutek błędu w systemie informatycznym, zamiast najtańszych, klienci dostawali za darmo produkty najdroższe.

Kto by nie skorzystał z takiej okazji. W szał zakupów wpadło wiele osób, nie wykluczając pracowników Biedronki. Jak ustalił portal money.pl, niektórzy po skończonej pracy, wykupywali towar tam, gdzie pracują, następnie w środku nocy jechali do kolejnej Biedronki. Ale część zachowała się lojalnie wobec pracodawcy i, ponieważ nie dało się nic zrobić z systemem, w geście desperacji chowała do magazynów najdroższe produkty.

Władze portugalskiej sieci w Polsce nie były oczywiście zadowolone z efektów promocji. Posypały się zwolnienia i nagany. Wydawałoby się, że ukarani powinni zostać ci, którzy zawalili z systemem naliczającym bonusy. Dlaczego też nie sprawdzono go przed rozpoczęciem akcji? Oberwało się tym, którzy skorzystali z promocji lub temu nie zapobiegali.

I tu pojawia się tarnogórski wątek. W obronie ukaranych pracowników Biedronki stanął mieszkający w Tarnowskich Górach Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Handlu, Banków i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność". "Apelujemy do pracodawcy, by przemyślał swoje nieetyczne i niesprawiedliwe postępowanie wobec zwalnianych osób" – można przeczytać jego stanowisko na portalu money.pl.

Czy sprzedawca nie ma prawa kupować w sklepie, w którym pracuje? Czy nie wolno mu korzystać z promocji, która co tu dużo gadać, nie jest przecież akcją charytatywną, lecz ma na celu przyniesienie korzyści sprzedającemu? Zdanie związkowca jest jednoznaczne: pracownicy też mieli prawo skorzystać jako klienci z nadzwyczajne akcji promocyjnej, tym bardziej że niektórzy z nich zostawiają w kasach supermarketu nawet połowę swojej miesięcznej wypłaty.

Związkowiec zwraca uwagę, że był środek nocy i pracownicy sygnalizowali problem, nie byli w stanie nic zmienić w systemie sprzedaży, który jest programowany centralnie. To pracodawca ponosi odpowiedzialność i ryzyko związane z wdrażaniem takich promocji i nie powinien teraz przerzucać odpowiedzialności za to, co się stało, na pracowników.

Czy sąd podzieli jego zdanie? Dowiemy się tego, gdy któryś ze zwolnionych pracowników złoży pozew.

Redaktor naczelny „Gwarka”, związany z tygodnikiem od 22 lat. Wcześniej dziennikarz „Trybuny Śląskiej” i radia „TOP”.

Jarosław Myśliwski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz