Zamknij

Otwarcie o otwarciu

16:06, 18.06.2020 | J.D.
Szafki w Parku Wodnym
REKLAMA

Na otwarcie Parku Wodnego czekałem jak na zmiłowanie. Przez okres rygorów pandemicznych brakowało mi sportowego obiektu, bo aktywność ruchową uważam za najlepsze lekarstwo na wiele dolegliwości. Zaraz dodam, że na niedomagania nie tylko fizyczne, ale duchowe również. Wprawdzie po większych wysiłkach pojawiają się zakwasy w mięśniach, lecz wolę pomęczyć się chwilę, niż dreptać skrzywiony i zdziadziały po przychodniach specjalistycznych. Poza tym rekreacyjne traktowanie sportu jest stylem życia lepszym od ugniatania fotela podczas konsumpcji przekąsek ustami, a programów telewizyjnych oczami.

Kilka dni zastanawiałem się nad pierwszym krokiem w stronę basenu lub siłowni. Nie miało większego znaczenia, że chwilę przebywałem w Psarach, z których jest zdecydowanie dalej do aquaparku niż ze Zbrosławic. Bałem się tłumów. Tak, byłem święcie przekonany, że wygłodniali wodnych uciech tarnogórzanie i fani z innych miejscowości rzucą się w otwarte podwoje. Myliłem się. Przejeżdżając kilka dni z rzędu Obwodnicą o różnej porze dnia, zauważyłem pustki na parkingu. Nie całkiem, to przesada, ale zapełniony był jak w niedzielę przed godziną 8:00 w czasie normalności przed pandemią.

W końcu zdecydowałem się i nie żałuję. Rygory sanitarne ustanowione lepiej niż w sklepach, do których nikt się nie boi chodzić. Wszędzie czysto, aplikatory do dezynfekcji rąk usytuowane tam, gdzie trzeba. Zlikwidowano do maksimum miejsca mogące służyć za ukrycie zarazka. Usunięta została górka z wyprofilowanymi miejscami od leżenia. Prawdę mówiąc, rzadko kiedy widywałem odpoczywające tam osoby, najczęściej służyła do rzucania ręczników, toreb i byle czego, z artykułami spożywczymi włącznie. Teraz tego nie ma.

W strefie saun - luzik. Kilka osób, przede wszystkim znajome twarze. Każdy stosuje się do nakazanego regulaminu. Nawet ci siedzący wokół okrągłego brodzika nieco bardziej oddaleni od siebie.

Ów brodzik nazywam tarnogórską sadzawką owczą. Betesda w Jerozolimie, znana z Biblii, słynęła z tego, że zstępował do niej anioł i kto pierwszy z obłożnie chorych rozlokowanych w pobliżu wszedł do poruszonej wody, został uleczony. Siedzący nieruchomo przy sadzawce w Parku Wodnym też zwykle ożywiają się nieco na widok przechodzącego anioła. Aniołów raczej w obiekcie mało, więc siedzą smętni i prowadzą analizę stanu epidemiologicznego w kraju i na świecie, uwzględniając różnorakie aspekty zagadnienia.

Na siłowni jeszcze nie byłem. Logiczne bowiem jest wcześniejsze, kilkudniowe rozruszanie ciała. W moim przekonaniu pływanie to doskonały trening ogólnorozwojowy. Weekend przed nami, pewnie skuszę się do większego wysiłku i znowu narobię sobie odcisków na dłoniach od przyrządów w katowni słabego ciała.

Pisząc o Parku Wodnym jestem w głębokiej rozterce. Mogę śmiało rzec, że jest wymiarowo większa od głębokości basenu pływackiego. Z jednej strony cieszę się, że tłoku na obiektach nie ma i w tym przypadku powinienem fałszywie odradzać korzystanie. Idąc drogą prawdy, muszę publicznie nakłaniać do wizyty, bo warto, bo jest bezpiecznie. Należy jedynie zachować podstawy higieny i dystans międzyludzki. Do tego ostatniego namawiam zresztą zawsze nie tylko teraz w kontekście aquaparku. Jeśli dojdzie do przypadku zakaźnego, to w ramach podobnego prawdopodobieństwa jak każda inna niedola u niesubordynowanego. Zacznijmy żyć normalnie, to znaczy swobodnie, ale bez naruszania koniecznych norm współistnienia.

(J.D.)

Tarnogórzanin mieszkający w Zbrosławicach, lekarz weterynarii i literat. Jest autorem powieści, opowiadań, zbiorów poezji, a także współautorem komiksów. Pisze teksty piosenek, a przede wszystkim libretta do widowisk scenicznych. Od wielu lat prowadził dzienniki, a w dobie internetu blogi.

Jan Drechsler

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA