Przyszedł na świat 22 lipca 1984 roku, dokładnie w 40. rocznicę Polski Ludowej. Na tę okoliczność rodzice otrzymali list gratulacyjny, zawierający słowa nadziei, że ich pierworodny wyrośnie na prawego obywatela PRL. Raczej się nie udało. Po pierwsze zmienił się system polityczny, po drugie ponoć we wszystkich szkołach był najgorszym uczniem. Na dodatek na studiach w Cieszynie wywołał niemałą aferę artystyczno-piwną. Poznajcie radzionkowskiego artystę wielu specjalności - Michała Ogińskiego.
[FOTORELACJA]31738[/FOTORELACJA]
Ojciec Michała - Mirosław Ogiński - znany malarz, rysownik, grafik, autor akwareli dokumentujących zabytki Górnego Śląska - był pierwszym krytykiem jego młodzieńczej twórczości.
- Geny wpływają z pewnością na nasze życiowe wybory i predyspozycje. Najważniejsze jest jednak to, kogo się spotka na życiowej drodze i jak te osoby nas pokierują - mówi Michał. - Tata był trudnym człowiekiem, ale był dobrym artystą. Malował w domu i dawał przykład. Nie widziałem, jak pracują profesorowie, którzy wykładali na moich studiach, a ojca mogłem podglądać na co dzień - dodaje.
Za najbardziej inspirujący w życiu moment uznaje spotkanie z pracami Picassa.
- Gdy miałem 18 lat pracująca w służbie zdrowia matka posłała mnie na zakładową wycieczkę do Barcelony. Tam właśnie zwiedziłem Muzeum Picassa. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Energia, która była w tych pracach, wpłynęła na mnie w sposób szczególny. Po powrocie do domu zacząłem malować jak oszalały - wspomina.
W życiu robił mnóstwo rzeczy: malował portrety, akty, krajobrazy, pejzaże miast - głównie w stylu prymitywizmu ale nie tylko.
- Artysta zawsze ulega pewnym wpływom i nigdy nie jest wolny. Na studiach, w przeciwieństwie do akademickiego nauczania, stworzyliśmy ze znajomą własny kierunek - sybilianizm, jako rodzaj sztuki naiwnej. Nie czuję się spadkobiercą górniczych tradycji, ale przez 19 lat tworzyłem właśnie w tym nurcie - mówi.
Nieobce mu są także: ilustracje książkowe, rysunek satyryczny i komiks. Wydał zbiór opowiadań „Buszujący w zbożu snów” i napisał dramat pod tytułem „Anonimowi nikotynowcy”. Sprzedawał magnesy, kubki i koszulki ze swoją twórczością. Parał się nawet bodypaintingiem.
Jest autorem kilku murali - w tym ostatniego stworzonego wraz z partnerką Janiną Gładysz w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Tarnowskich Górach. Na zlecenie maluje też portrety świętych. Ostatnio myślał, czy nie zostać standuperem. Uwielbia pisać listy - takie prawdziwe, nie mailowe. Ponadto kocha fizykę, a niektóre z jego obrazów zawierają tajemnicze wzory jego autorstwa z tej właśnie dziedziny.
Ukończył Liceum Plastyczne w Katowicach. W nauce miał jednak przerwę, która również zaważyła na jego artystycznych dokonaniach. Przez rok mieszkał w położonym na Dolnym Śląsku Sokołowsku. W dawnym kurorcie pracował w parafii prawosławnej. Pod okiem Michała Boguckiego (malarza, ikonopisarza, projektanta wnętrz kościelnych) pokrywał ściany tutejszej maleńkiej cerkwi pod wezwaniem św. Michała Archanioła polichromiami. Dobrze wspomina tamten czas i marzy mu się wydanie pamiętników z Görbersdorfu. A cerkiew po dziś dzień podziwiają rzesze turystów.
Na studia wybrał Instytut Sztuk Plastycznych w Cieszynie. Choć miał stypendium rektorskie i organizował biennale w Wenecji Cieszyńskiej, magisterki nie zrobił.
- I jak sięgam pamięcią - nikt mnie nigdy o ten dyplom nie pytał - mówi po latach.
Podczas jednego z artystycznych wydarzeń na cieszyńskim Rynku ściągnął na siebie uwagę organów ścigania. A wszystko za sprawą obrazu przedstawiającego sklepowe półki z piwem. Na nic zdało się tłumaczenie, że to fragment artystycznej instalacji i że artystę przyciąga wielość barw i układów kompozycyjnych - sprawa trafiła do prokuratury, jako działanie niezgodne z ustawą o wychowaniu w trzeźwości.
- Życie malarza jest czasem nudne, bo siedzi ciągle przy sztalugach, ale czasami są i takie ciekawe wydarzenia - śmieje się Michał. - W sztuce trzeba umieć czytać drugie dno. Podobnie jest zresztą z moimi aktami, których nikt swego czasu nie chciał wystawiać. Nie ważny jest temat ale energia. Bukiet kwiatów może być erotyczny, a naga kobieta wyzbyta seksualności. Podobnie abstrakcja - może być duchowa, erotyczna, czy ezoteryczna - podkreśla.
Aktualnie prace Michała Ogińskiego oglądać można w tarnogórskiej Gospodzie u Jima. W minionym roku jego obrazy z tzw. cyklu autobusowego zdobiły Przystanek Europa w Tarnowskich Górach. W autobusowych wnętrzach artysta pomieścił bliskie mu postaci, rodziców, znajomych ze świata kultury i przyjaciół. Tych, którzy żyją i tych, których już z nami nie ma.
- Mało kto lubi sztukę i trzeba wychodzić w takie miejsca jak dworzec autobusowy - żartuje. - A tak na serio - chcę w moich pracach zawrzeć coś dobrego, bo na świecie jest za dużo zła. Zbieram różne elementy, z przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Mam teraz dobrą energię - mówi.
Praca etatowa nie jest dla niego choć próbował kilkukrotnie. Na zawsze porzucił ją po śmierci ojca, który bardzo pilnował, by syn miał stałe zajęcie.
- Jestem sam dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem, i jestem z tym szczęśliwy. Czuję się dziwnie, jak słucham, że ludzie nienawidzą swojej pracy. Ja swoją kocham. To ważne wiedzieć, co się chce w życiu robić. Ja uwielbiam tworzyć, dla siebie, dla innych. Dużo poszukuję, zwłaszcza gdy czuję, że nie jestem w swoim żywiole. Lubię być twórczy, co chwilę wymyślam coś nowego. Sztuka nie jest z tego świata, czasami pomysły mi się śnią i nie mam wyboru - opowiada.
- Zauważyłem, że ludzie mają pomysły a ich nie realizują. Najważniejszy jest pierwszy krok. Wiara w siebie wzrasta w miarę działania, jest połączona z dokonaniami i nie warto na początku pytać ludzi, co sądzą o tym, co robimy.
Katarzyna Majsterek [email protected]