Kultura

Zamknij

Złe pomysły też bywają inspiracją. Okładki Tarnogórzanki Magdy Kuc

Katarzyna Majsterek Katarzyna Majsterek 19:18, 29.03.2026 Aktualizacja: 14:02, 29.03.2026
Złe pomysły też bywają inspiracją. Okładki Tarnogórzanki Magdy Kuc Archiwum Magdy Kuc

„Aglo” i „Odrzania” Zbigniewa Rokity, „Sublokatorka” Hanny Krall, „Mistrzyni” Manueli Gretkowskiej, thrillery Remigiusza Mroza, eseje Tomasza Stawiszyńskiego, proza Ann Patchett i wiele innych znanych oraz lubianych pozycji książkowych. Mają okładki jej autorstwa. Nie każdy o tym wie, zwłaszcza w jej rodzinnych Tarnowskich Górach. - Pewnie dlatego, że jestem dzikim introwertykiem, częściej rozmawiam o psach niż o pracy - mówi Magda Kuc.

Tarnogórzanka, absolwentka „Stasia” (II LO im. S. Staszica - przyp.red.), graficzka i fotografka, projektuje okładki książek, plakaty teatralne, okładki płyt i audiobooków, identyfikacje wizualne i materiały reklamowe.

Od małego dużo rysowała. Tata informatyk uznał, że mogłaby tę pasję  przełożyć na coś pożytecznego, posadził ją więc przed komputerem.

- Spodobało mi się i niedługo później trafiłam na praktyki do Tarnogórskiego Studia Fotograficznego, które miało wtedy dział graficzny, prowadzony przez Przemka Kasperskiego. Przemek nauczył mnie bardzo dużo i dał poczucie, że jestem w tym dobra - wspomina Magda Kuc.

Aktualnie najwięcej okładek projektuje dla wydawnictwa Znak. Zaczynała jednak gdzie indziej - pierwsze jej poważne zlecenie przyszło z wydawnictwa Czarna Owca, z którym współpracuje do dziś. Na liście kontrahentów są też: Mando, z jednym z ulubionych redaktorów Magdy - Arturem Wiśniewskim - oraz wydawnictwa: Filia i Poznańskie.

Fenomen Mroza

Z Filią i Poznańskim łączy ją najpopularniejszy polski autor: Remigiusz Mróz. Magda żartuje, że przez wzgląd na jego książkową płodność, czeka ją z tymi wydawnictwami dożywocie. Mróz to bowiem prawdziwy fenomen polskiej literatury. Do 2025 roku wydał ponad 60 pozycji.

Najszybszy projekt Magdy, od momentu otrzymania zlecenia do momentu akceptacji przez redakcję, zajął jej 15 minut. Najdłuższy - rok.

- To wszystko zależy od bardzo wielu czynników. Praca nad okładką to tak naprawdę praca zespołowa. Bardzo często te najlepsze projekty powstają po odrzuceniu pierwszych wersji przez redakcję. Czasem redaktorka, redaktor, osoba redaktorska, rzuci pomysł i jest on tak dobry, że biorę z wdzięcznością i tylko ubieram go w jakąś formę. Ale czasem, gdy pomysł redakcji mi się nie podoba, robię projekt w opozycji do niego. Czyli złe pomysły też bywają inspiracją - śmieje się graficzka.

Mówi, że nie ma w swoim dorobku najważniejszej czy ulubionej okładki.

- To raczej takie kamienie milowe, które coś zmieniły, otworzyły mnie na nowe możliwości. Stanisław Tym powiedział kiedyś, że najbardziej dumny jest ze swoich psów, ja mam podobnie - podkreśla.

Jest też fotografką, projektuje plakaty teatralne, okładki płyt i audiobooków.

- Zdecydowanie to jednak książki są tym, co lubię robić najbardziej. Przez jakiś czas zajmowałam się fotografią i nawet była to moja główna działalność, ale marzyłam wtedy o tym, żeby móc się utrzymywać tylko z pracy z książkami - mówi. - Dla mnie fotografia to praca bardzo intymna. Przez to trudno mi przychodziło fotografowanie ludzi, których nie znałam, a na tym w większości polega ta praca. Ale nie porzuciłam fotografii zupełnie, często aparat pomaga mi w pracy graficznej. A jeśli ktoś znajomy poprosi o zdjęcia, to zazwyczaj nie odmawiam - dodaje.

Ostatnio Magazyn Książki „Gazety Wyborczej” wyróżnił jej okładkę do „Ćwiczeń z dysonansu” Tomka Stawiszyńskiego, uznając ją za jedną z najlepszych w 2025 roku. Magda, bardziej niż wyróżnienia, pamięta jednak miłe słowa czytelników oraz autorów książek, zadowolonych z efektu jej pracy.

W jej zawód wpisane jest czytanie. Jest poza wydawnictwem jedną z pierwszych czytelniczek mnóstwa pozycji. Czy czuje wtedy, że zyskają one aplauz na rynku wydawniczym?

- Wydaje mi się, że aplauz niekoniecznie idzie w parze z tym, że coś jest dobrą literaturą, ale mam dużą satysfakcję, kiedy książka, która mnie zachwyciła, otrzymuje zasłużone uznanie. Ostatnio bardzo ucieszyła mnie nominacja książki Zbyszka Rokity do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za najlepszy reportaż roku. Jego „Aglo” było jedną z lepszych pozycji, które robiłam w zeszłym roku -  zaznacza.

Gdy stawiała pierwsze kroki w zawodzie, czytała wszystkie książki, do których projektowała okładki. Teraz dużo bardziej polega na briefach, które dostaje od redaktorów.

- Zleceń jest po prostu za dużo, by znaleźć czas na lekturę całych książek. Jednak te napisane przez autorów, których lubię, czytam zawsze od deski do deski. I to nawet wtedy, jeśli pomysł na okładkę mam jeszcze przed skończeniem całości - podkreśla.

Okładek nie łączy jednolity styl 

To bardzo fajne, jeśli ktoś ma jeden rozpoznawalny styl, ja jednak za szybko się nudzę. A może nigdy nie jestem z siebie na tyle zadowolona, żeby mnie kusiło pozostanie w konkretnej estetyce? - zastanawia się. - Co ważniejsze, okładka książki ma spełniać konkretną funkcję, czyli poza walorem artystycznym, musi sprawić, że książka trafi w ręce człowieka, który właśnie taką książkę chciał przeczytać, a grupy odbiorców są różne. Myślę, że gdybym ograniczyła się do jednego stylu, to sama zamknęłabym się w szufladce, a chyba ta różnorodność sprawia, że po tylu latach ta praca dalej wcale mnie nie nudzi - dodaje.

W jej profesji, jak w każdej, bywają zlecenia, które sprawiają trudność.

- Zdarzają się sytuacje, że robię projekty może nie tyle złe, choć i takie się zdarzają, ale niespójne z tym, czego oczekuje od okładki wydawnictwo i niedobre do tego konkretnego tytułu. I czasem lepiej taki projekt oddać komuś innemu. To działa też w drugą stronę, bo często dostaję projekty po kimś, i zazwyczaj te projekty są najprostsze, bo na podstawie odrzuconej pracy poprzedniego grafika dokładnie wiem, czego wydawca nie chce - mówi.

Jej wymarzonymi autorami, dla których chciała zaprojektować okładki, byli Amos Oz i Hanna Krall. Obydwa te marzenia już się spełniły.

- Bardzo chciałabym zrobić okładki książek Elizy Kąckiej oraz Alexandry Fuller, choć w tym drugim przypadku to chyba niestety niemożliwe, bo zostały już wydane w Polsce. Autorem, o którym nie wiedziałam, że o nim marzyłam, dopóki nie zrobiłam pierwszej okładki, jest Tomasz Stawiszyński - mówi.

Prywatnie lubi literaturę piękną, biografie i reportaże. Czyta wszystkie książki, które poleca jej Agata Pieniążek, redaktorka inicjująca w wydawnictwie Znak. Twierdzi, że nie słucha muzyki, a ją katuje. W tej dziedzinie też nie trzyma się jednego stylu.

- W zeszłym miesiącu nagle rzuciłam się na twórczość Eminema, a nawet nie lubię rapu, żeby po chwili przeskoczyć na broadwayowskie musicale - mówi.

Nie mieszka w Tarnowskich Górach, wyjechała z Warszawy

Od dawna nie mieszka już w Tarnowskich Górach. Przez 17 lat jej miejscem do życia była Warszawa. Trzy lata temu wyprowadziła się na wieś. Pytana o pasje wspomina, że kiedy jeszcze mieszkała w stolicy, jej największym hobby były… remonty.

- Myślę, że moi sąsiedzi odetchnęli z ulgą, gdy się wyprowadziłam. To właśnie z myślą o mojej pasji do budowlanych przeróbek kupiłam 3 lata temu 100-letni dom. Dokładnie w tym momencie straciłam zainteresowanie remontami. Teraz numerem jeden jest ogród i emeryckie hobby - podglądanie ptaków - zdradza.

Miejsce zamieszkania nie ma w jej pracy znaczenia. Pierwsze zlecenie, które dostała z wydawnictwa Helion, trafiło do niej, gdy mieszkała jeszcze w Tarnowskich Górach.

- W tej chwili żyję w sąsiedztwie łosia i stada żurawi, które rezydują za moim płotem, w towarzystwie pięciu jeży, które przygarnęłam jesienią, bo były za małe, żeby przetrwać zimę samodzielnie i dwóch suczek  - Flory i Feli - adoptowanych z Fundacji Zwierzęta Podhala  - opowiada Tarnogórzanka. - Psy oczywiście mieszkają ze mną i śpią na kanapie. Są potwornie rozpieszczone i nie szanują moich granic. Tu słyszę, jak pytają: jakich granic? - śmieje się.

Lubi swój zawód, bo daje dużo wolności,  pozwala mieszkać na wsi, a w ciągu pracy umożliwia wyjście z psami na spacer do lasu.

- Nikogo nie interesuje gdzie realizuję zlecenia, dopóki praca jest zrobiona na czas. Poza tym czekanie na przelew daje mi zastrzyk adrenaliny i kręci mnie romantyczna wizja śmierci głodowej na emeryturze - dowcipkuje.

::photoreport{"type":"check-for-article","item":"32112"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%