Fot. Elżbieta Kulińska
Szybka diagnoza to za mało, by ratować ludzi chorych na raka. Potrzebna jest natychmiastowa reakcja, a z tym wcale nie jest dobrze. Kilka podmiotów z naszego regionu chce w ramach NFZ przyspieszyć leczenie, wykorzystując potencjał szpitala przy ul. Batorego w Bytomiu.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"32229"}
Dzisiaj w Zabrzu doszło do spotkania dotyczącego porozumienia między Szpitalem Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu a poradniami POZ z Bytomia, Zabrza, Tarnowskich Gór i Rudy Śląskiej oraz szpitalami w Tarnowskich Górach, które nie posiadają własnych oddziałów chirurgicznych: Zakładem Pulmonologii i Szpitalem św. Kamila.
Porozumienie dotyczy bezpłatnych konsultacji chorych wymagających przyspieszonych zabiegów chirurgicznych.
– Po usłyszeniu diagnozy jedni pacjenci klną, drudzy płaczą – to najczęstsze reakcje na wieść o chorobie onkologicznej – mówi dr Wojciech Bichalski, chirurg pracujący w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu, właściciel tarnogórskiej przychodni Bi-Med.
Reakcja wynika ze strachu, buntu, ale też niemocy – pacjenci są zagubieni i nie wiedzą, co robić.
- Pytają, dlaczego nie są natychmiast leczeni – dodaje lekarz.
W naszym systemie ochrony zdrowia pacjent onkologiczny często staje przed murem. Gdy pada diagnoza, instynktownym ruchem lekarzy POZ jest skierowanie chorego do dużych ośrodków, takich jak Instytut Onkologii w Gliwicach czy szpital przy ul. Raciborskiej w Katowicach. Efekt? Długi czas oczekiwania na leczenie i poczucie zagubienia.
– Chcemy pokazać, że ta ścieżka nie jest jedyna. Jesteśmy zarówno sprzętowo, jak i merytorycznie przygotowani do tego, by szybciej pomóc – tłumaczy dr Grzegorz Kowalski, szef Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu.
Wszystkie podmioty mają się porozumieć ze szpitalem w Bytomiu w sprawie współpracy i przepływu pacjentów onkologicznych. Sygnatariusze chcą wypracować model, w którym lekarz w Tarnowskich Górach czy Rudzie Śląskiej będzie mógł błyskawicznie skierować pacjenta do Bytomia, wiedząc, że ten nie zostanie odesłany z kwitkiem.
Podczas spotkania nie zabrakło pytań o biurokrację i pieniądze. Specjaliści wprost mówili o administracyjnej "dżungli". Podkreślali, że problemem nie jest samo przyjęcie pacjenta, ale takie przeprowadzenie go przez system, by Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił za wykonane świadczenia.
Spotkanie zakończyło się podpisaniem deklaracji o chęci współpracy. Teraz ruch należy do bytomskiego szpitala, który ma przygotować jej zasady. Jeśli podmioty zgodzą się na propozycję placówki, podpiszą porozumienie. Ma to nastąpić w ciągu kilkunastu dni.
::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"70806"}
Czytaj także:
Lato: Wizz Air z 13 nowymi kierunkami z Katowic. Gdzie polecimy?
Tarnogórzanin 500-lecia – rusza plebiscyt
Brawa dla naszych koszykarzy. Mają awans!
Elżbieta Kulińska [email protected]