Zamknij

Po roli Tomasza Komendy planuje udział w zawodach kulturystycznych

07:57, 27.09.2020 | A.J
Skomentuj Fot. Materiały prasowe dystrybutora Kino Świat/Robert Palka
REKLAMA

Tarnogórzanin Piotr Trojan zagrał tytułową rolę "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy". Film właśnie wszedł na ekrany, a Piotr Trojan opowiada nam o spotkaniu ze swoim bohaterem, najbliższych planach zawodowych i o Tarnowskich Górach.

– Czy udało się panu spotkać z Tomaszem Komendą? Jeśli tak, czy może pan o tym opowiedzieć? 

– Spotkaliśmy się kilkukrotnie. Po raz pierwszy w trakcie przygotowań do filmu. Było to dla całej ekipy bardzo ważne spotkanie. Jechaliśmy do Wrocławia, aby porozmawiać z Tomkiem i jego rodziną. Pani Teresa, matka Tomka, nie zaprasza dziennikarzy do domu, stara się zapomnieć o trudnych wspomnieniach. Cała rodzina jest zmęczona tą tragedią, która mimo wyroku nadal trwa, bo Tomek nadal walczy o odszkodowanie. Zarówno on jak i jego bliscy są zmęczeni kolejnymi pytaniami, rozdrapywaniem ran, najchętniej zamknęliby temat raz na zawsze. Zgodzili się jednak z nami spotkać. 

Myślę, że początkowo wszyscy byli zestresowani, ale emocje szybko ustąpiły, gdy na stole pojawił się urodzinowy tort Tomka i herbata. Od razu zrobiło się rodzinnie, po domowemu. Tak właśnie ich zapamiętałem, jako normalną rodzinę. I to chyba olbrzymi sukces pani Teresy i jej synów - znaleźć w sobie tyle siły, żeby żyć normalnie mimo straconych lat.

– Historią Tomasza Komendy żył cały kraj. Czy wcielenie się w autentyczną postać było utrudnieniem czy wręcz przeciwnie - ułatwiało zagranie tej roli? 

– Scenariusz do filmu napisało życie. Prawdziwi bohaterowie żyją, a ich losy śledzi cała Polska. Dużym obciążeniem była dla nas świadomość, że kiedyś usiądą obok nas na fotelu i zobaczą ten film. To historia bezprecedensowa, wyjątkowo bolesna i dramatyczna. A zatem z jednej strony chcieliśmy jak najwierniej pokazać piekło przez jakie przeszedł Tomek i jego rodzina, a jednocześnie, tak po ludzku, nie chcieliśmy, żeby musieli wracać do przeszłości pełnej cierpienia. Tomek po premierze powiedział ze sceny, że to wszystko, co pokazaliśmy jest prawdą. Żadna inna recenzja nie ma dla mnie większego znaczenia.

– Która ze scen była dla pana największym wyzwaniem - pod względem fizycznym, ale i psychicznym? 

– Myślę, że ta, w której Tomek, skatowany przez przesłuchujących, zostaje zmuszony do przyznania się do winy. Tak naprawdę to dzięki niej zagrałem w filmie. Musiałem ją nagrać w domu, jako pierwszy etap castingu. Pamiętam, że w zaledwie jedną noc obejrzałem wszystkie dostępne materiały na ten temat i przeczytałem książkę Grzegorza Głuszaka. To była wyjątkowo trudna scena, w której nie ma miejsca na półśrodki. Musisz w stu procentach się otworzyć. Było to zadanie tak wyczerpujące, że nie nagrywałem dubli. Zagrałem tę scenę raz i tę wersję wysłałem do Żywii Kosińskiej, reżyserki castingu.

– Jak dostał pan rolę Tomasza Komendy? To był efekt castingu, czy reżyser od razu wiedział, że to pan wcieli się w tego bohatera?

–To był długi proces i do końca nie wierzyłem, że się uda. Tyle razy podczas poprzednich castingów byłem pewien, że poszło mi dobrze, zaczynałem już wierzyć, że mam jakąś rolę w garści. Potem dostawałem informacje, że wybrano kogoś bardziej popularnego. Dlatego tym razem chciałem do końca zachować spokój i nie cieszyć się zbyt szybko. Casting był wieloetapowy. Poza nagraniem sceny, o której wspominałem, miałem też zdjęcia próbne m.in. z Agatą Kuleszą, która zagrała mamę Tomka. Pamiętam, że oboje bardzo emocjonalnie podeszliśmy do tego nagrania. Udało nam się na tyle uchwycić ten rodzaj bolesnej prawdy, że Agata przerwała zdjęcia próbne. Zdarzyło się to po raz pierwszy w jej karierze. W filmie jest cała masa scen, które chwytają za gardło.

– Którą swoją rolę z dotychczasowych - teatralnych i filmowych ceni pan najbardziej? 

– Nie da się wskazać tej jednej najważniejszej. Oczywiście rola Tomka Komendy jest moją pierwszą, główną rolą filmową. Wiąże się automatycznie z większą rozpoznawalnością, zainteresowaniem widzów czy krytyków. Przez lata pracowałem jako aktor teatralny, zdobywałem nagrody za swoje role, a nasze spektakle były bardzo dobrze odbierane. Byłem m.in. laureatem pierwszej nagrody aktorskiej na Festiwalu Szkół Teatralnych, a w 2004 roku otrzymałem tytuł Talent Śląska, który nadal jest dla mnie ważnym wyróżnieniem. Każdą z moich ról traktuję jako wyzwanie, każdej staram się dać jak najwięcej siebie. Dlatego wybieranie spośród nich jest niemożliwe, bo każda na swój sposób jest mi bliska.

– Pochodzi pan z Tarnowskich Gór. Czy wciąż to ważne dla pana miasto? Czy są tu miejsca, które wspomina pan z sentymentem?

– Zawsze z dużym sentymentem wracam do Tarnowskich Gór. Wiąże się z tym miejscem kilka anegdot. Moja znajoma do niedawna była przekonana, że to kraina geograficzna jak np. Sowie Góry i pytała, z jakiego jestem miasta w tych Tarnowskich Górach. Na studiach w filmówce pytano mnie o najwyższy szczyt w Tarnowskich Górach. Kiedy odwiedzam mamę i braci to lubię pójść do parku Repeckiego, pobiegać lub po prostu odpocząć. To miejsce jest mi bardzo bliskie i chętnie tam wracam. Tam znajduje się szkoła salezjańska, do której uczęszczałem i piękna magnolia tuż przy jej wejściu. Ostatnio z moim bratem Karolem siedzieliśmy na Rynku przy piwie. Był pogodny wieczór. Wyglądało jak we włoskim miasteczku. Kiedyś dużo przesiadywałem w Galerii Sztuki Inny Śląsk. Organizowano tam koncerty, spotkania z ciekawymi ludźmi, przychodzili artyści. Pamięta też cukiernię u Zdebika, gdzie chodziłem na czekoladowego jeżyka i lody. Latem staram się zawsze wyskoczyć nad zalew Nakło-Chechło. Ależ tam jest pięknie. 

– Czy w Tarnowskich Górach był osoby, które miały duży wpływ na wybór aktorstwa? 

– Były i miały chyba największy wpływ na moją karierę. Chodzi konkretnie o teatr w Tarnogórskim Centrum Kultury prowadzony przez Ewę Wyskoczyl. To był teatr amatorski, niezależny. Żartowaliśmy z innymi aktorami, że nikomu na nas nie zależy. To była grupa zapaleńców, pasjonatów, którzy spotykali się dwa razy w tygodniu i pracowali nam Białoszewskim czy Szekspirem. Ewa zaraziła mnie teatrem, rozbudziła pasję, której się całkowicie poświęciłem. Zdecydowanie była pierwszym, niezwykle ważnym nauczycielem, który otworzył przede mną drzwi teatru. Ewa przekraczała wszystko co bezpiecznie, poszerzała nasze horyzonty. Była nie tylko świetnym pedagogiem. Walczyła o nas. Dzięki jej staraniom otrzymałem stypendium burmistrza miasta. Wyjątkowa kobieta z wyjątkową osobowością. W TCK-u pracuje również Justyna Michalska, która uczyła mnie tańca do egzaminów do szkoły teatralnej. Muszę również wspomnieć o mojej polonistce Katarzynie Baderze, która zauważyła to coś we mnie i wysłała do Ewy Wyskoczyl.

– Wybrał pan trudny zawód. Czy miewał pan chwile zwątpienia, rezygnacji? Co poradziłby pan młodym osobom, które marzą dziś o karierze aktora? 

– Powinny uzbroić się w cierpliwość i dwa razy zastanowić, czy na pewno jest to zawód dla nich. Media, w tym media społecznościowe, zakrzywiają obraz rzeczywistości, kreują zawód aktora jako przyjemność samą w sobie, pozbawioną jakichkolwiek problemów. Takie właśnie było moje postrzeganie tego zawodu jeszcze w szkole teatralnej. Zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesne. Gdy skończyłem uczelnię byłem w szoku, że nikt nie proponuje mi roli, że muszę chodzić na castingi, za każdym razem przekonywać, że coś umiem. Potem przeżywałem rozczarowanie, bo rolę dostał ktoś inny. To zawód, w którym trzeba cały czas udowadniać, że jesteś dobry w tym, co robisz. Trzeba mieć grubą skórę żeby się nie poddać. Albo tak jak ja, nie marnować czasu czekając na rolę życia tylko zacząć rozwijać się w innych obszarach. Zacząłem pisać scenariusze, poszedłem na kurs reżyserski. Bardzo mi to pomogło również w pracy aktora.

 – Jakie są pana kolejne zawodowe plany? 

– Obecnie pracuje nad swoim debiutem reżyserskim "Synthol" przybliżającym specyfikę środowiska amatorskiej kulturystyki. To dość przewrotna historia 30-latka, który równie mocno kocha matkę, co siłownię. Startuje w zawodach kulturystycznych, a mama mu w tym pomaga. Nagrywa nawet videobloga na YouTubie, gdzie udziela mu życiowych rad. Oczywiście na zasadzie: nie znam się, ale się wypowiem. Ciekawostką jest fakt, że zamierzam wystąpić w prawdziwych zawodach kulturystycznych w ramach prac nad tym filmem. To dlatego, że postanowiłem sobie utrudnić życie i wcielam się w postać głównego bohatera. A zatem sporo mam przy tym filmie obowiązków.

Fot. Materiały prasowe dystrybutora Kino Świat/Robert Palka:

 

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (4)

KasiaKasia

1 5

Dlaczego redaktorzy nie przygotowali się dobrze do wywiadu ? Przecież pan Trojan zagrał w paru innych filmach m.in w serialu " znaki" gdzie świetnie zagrał jako małomiasteczkowy policjant z odchyleniami psychicznymi 09:09, 27.09.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

dlategodlatego

0 0

bo takich bzdurnych seriali nikt nie oglada poza tobą 07:59, 29.09.2020


AsiaAsia

6 0

Co tam rola Komendy. Pan Trojan przecież wcielił się kiedyś w rolę Świętego Mikołaja, który rozdawał prezenty w Tarnowskich Górach, m.in. mojemu dziecku. Dlaczego dziennikarka nie zapytała aktora na czym polega największa trudność zagrania takiej roli i co czuł, gdy widział, gdy jakieś dziecko dostało nietrafiony prezent? 🤣🤣🤣 10:53, 27.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Tarnogórzanka Tarnogórzanka

2 0

Ja Piotra kojarzę z epizodów w pierwszej miłości 🤪 i tak się zastanawiałam, skąd ja go kojarzę... Wiele sukcesów życzę... 🙂 10:18, 28.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz