Przez dwanaście lat organizowaliśmy obozy rowerowe dla dzieci, uczniów ostatnich klas podstawówek i gimnazjalistów. Dzisiaj nie bylibyśmy w stanie tego robić.
Lata dziewięćdziesiąte. Rowery zdobywają w Polsce popularność. Każdy dzieciak ma przyzwoitego, czasem nawet więcej niż przyzwoitego, "górala". Pomysł, że trzeba zorganizować obóz rowerowy dla uczniów, był więc jakby reakcją na ten fakt. Skoro tak, to w drogę! Andrzej Kanclerz, nauczyciel Szkoły Podstawowej nr 15 w Tarnowskich Górach, przez 12 lat główny organizator i kierownik rowerowych wypraw wspomina tamte czasy jako nieskomplikowane, wymagające prostych rozwiązań. ? Mam uprawnienia kierownika wycieczek i kolonii, drugi opiekun ukończył kurs wychowawcy kolonijnego, miał uprawnienia PTTK-owskiego organizatora turystyki, więc mogliśmy jechać bez przeszkód ? relacjonuje.
Plan wszystkich 12 obozów był prosty. Dojazd pociągiem do miejsca startu, stamtąd, już na rowerach, w trasę. Planowano ją tak, by dzienny etap wynosił około 60 kilometrów, noclegi były w schroniskach młodzieżowych, albo w szkołach, z dyrektorami których wcześniej wszystko uzgadniano. W 1997 roku wprowadzono co prawda obowiązek zgłaszania obozu kuratorom w województwach, przez które wiodła trasa. Było wtedy 49 województw. Czasami, jako że wyprawa jechała nawet przez 5 lub więcej województw, do każdego z kuratorów trzeba więc było napisać informację. Ale te przepisy były do pokonania. Owszem, trzeba było trochę czasu spędzić nad korespondencją (gdy startowały obozy, mail był jeszcze melodią przyszłości), załatwić formalności, przedstawić szczegółowy plan wyjazdu, ale dało się i wyjazd mógł dojść do skutku.
I trwało to wszystko długich dwanaście lat, choć z roku na rok jednak było trudniej i o noclegi, i o uczestników. Na osiedlu, gdzie były dwie potężne szkoły, nie udawało się zebrać dziesięcioro dzieci gotowych pedałować przez Polskę. Owszem, rowery mieli wszyscy, ale tak naprawdę mało kto na nich jeździł, raczej "woził się" naokoło bloku. Rodziców przerażała wieść o tym, że na obozie jeździ się po 60, nawet 70 kilometrów dziennie. Tłumaczenie, że jest na to cały dzień, że nie jest to wyścig i nikomu nic się nie stanie z wysiłku, było na nic.
W końcu z wypraw trzeba było zrezygnować. Przede wszystkim dlatego, że czytając przepisy, można było dojść do wniosku, iż właściwie nie da się spełnić wszystkich formalnych wymogów. Aby prowadzić kolarską wyprawę, trzeba było mieć uprawnienia instruktora turystyki rowerowej, przewodnika lub przodownika. W życie wchodziły przepisy o tym, że miejsce pobytu musi mieć placet straży pożarnej, sanepidu itd. Organizator wyjazdu musiał mieć kopie tych dokumentów, sprawdzić wcześniej drogi ewakuacyjne itd. itp. Kurczyła się też baza młodzieżowych schronisk, otwieranych na lato w szkołach, te stałe były coraz droższe, noclegi w niektórych z nich kosztowały ponad 30 złotych od uczestnika za noc.
Z powodów formalnych skończyła się możliwość nocowania w szkołach, które udostępniano nam za drobną opłatę (koszt wody, prądu, posprzątania). Żaden dyrektor nie mógł już się na to zgodzić po pierwsze ze względu na przepisy sanitarne (choćby brak pryszniców w węzłach sanitarnych), po wtóre szkoły wyposażano w alarmy, które włączały firmy ochroniarskie, więc pozostawanie tam na noc nie wchodziło w grę.
Pojawiła się jeszcze jedna przeszkoda. ? Bardzo zwiększył się ruch samochodów i to nawet na drogach lokalnych, które staraliśmy się wybierać. Niestety, część kierowców nie przejmowała się widokiem peletonu kilkunastu kolarzy. Jazda stawała się coraz bardziej ryzykowna, a nie o to przecież chodziło. Trzeba więc było zrezygnować, bo kuszenie losu mogło się źle skończyć ? mówi Andrzej Kanclerz.
Jacek Tarski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gwarek.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz