Wrak Dacii już ponad rok stoi na polu w Pniowcu. Fot. Jarosław Myśliwski
Wrak samochodu stoi na polu w Pniowcu od ponad roku i nikomu nie udało się znaleźć sposobu, by go usunąć. Sprawę w swoje ręce wzięli bezdomni i zamieszkali w porzuconym samochodzie, przy okazji utrudniając życie mieszkańcom.
W kwietniu ubiegłego roku na ul. Edukacji Narodowej w Pniowcu mieszkaniec Chorzowa na zakręcie stracił panowanie nad Dacią. Zjechał z jezdni, uderzył w znaki drogowe i przydrożny krzyż, a na koniec zatrzymał się na prywatnym polu. Kierowca nie odniósł obrażeń, ale trafił do szpitala ze względu na wcześniejsze problemy zdrowotne.
Od tamtej pory samochód, a w zasadzie jego wrak, stoi w tym samym miejscu. Na pewno nie nadaje się doo użytku, ale okazało się, że może być „domem”.
- Zamieszkali w nim bezdomni. Niszczą znaki drogowe, porzucają śmieci przy krzyżu, pukają do drzwi mieszkańców ul. Edukacji Narodowej i żebrzą, na przykład o ubrania. Ludzie i boją się o swoje bezpieczeństwo. Były już interwencje w tej sprawie na policji i w straży miejskiej. Czy w końcu ktoś rozwiąże problem? Naprawdę nie da się usunąć tego wraku? Właściciel pola na pewno się na to zgodzi, ale też nie widzę powodu, żeby robił to na własny koszt. To nie jego wina, że ktoś wjechał na jego pole i rozbił auto – mówi nam czytelnik (dane do wiad. red.).
Podkom. Kamil Kubica, rzecznik policji w Tarnowskich Górach, potwierdza, że były interwencje w sprawie koczowania bezdomnych i żebractwa. Dwie osoby, które nie są mieszkańcami powiatu tarnogórskiego, dostały już mandaty za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym i śmiecenie. Dostały jasny komunikat, że nie mogą spać w aucie, żebrać wśród mieszkańców i nagabywać ich, bo inaczej sprawa będzie miała finał w sądzie
Gorzej jest z usunięciem wraku – policja ma związane ręce. Co prawda ustaliła adres właściciela Dacii, ale pod chorzowskim adresem go nie zastała i nie ma z nim kontaktu.
Czy auto porzucone po kolizji może być usunięte przez miasto, na przykład w ramach miejskiej akcji usuwania wraków? Czekamy na odpowiedź urzędu miejskiego w tej sprawie.
Inne rozwiązanie, to usunięcie pojazdu na własny koszt przez właściciela pola i zgłoszenie roszczenia do sądu wobec właściciela auta. Tylko skoro nawet policja nie potrafi się z nim skontaktować, to jakie są szanse na odzyskanie pieniędzy?
::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"73553"}
::video{"type":"onnetwork","item":"1421"}
Agnieszka Reczkin