Zdjęcie poglądowe. Fot. Elżbieta Kulińska
Upalny weekend oznaczał tłumy nad zalewem Nakło-Chechło, blokowanie dróg, ale i wezwania służ mundurowych. Było podejrzenie utonięcia, pijany ma wodzie czy mandat za zaśmiecanie.
Na równe nogi służby postawiło zgłoszenie o dwóch dziewczynach, w wieku 8 i 16 lat, mieszkankach Gliwic, które wypłynęły na desce SUP i zniknęły z pola widzenia. Na szczęście, zanim jeszcze strażacy dotarli na miejsce, obie wróciły na brzeg.
Do tego zdarzenia doszło w niedzielę, 28 czerwca, natomiast w poniedziałek rano zaniepokojenie wzbudziły pozostawione na brzegu materac i ręcznik. Jednak uznano, że nie ma powodów do obaw, gdyż raczej ktoś po prostu tych rzeczy zapomniał.
W sobotę, 27 czerwca policjanci otrzymali zgłoszenie, że dwóch mężczyzn weszło do wody, ale są tak pijani, że ledwo stoją na nogach. Kiedy na miejsce dotarli mundurowi, Piekarzanie wyszli już z wody i oświadczyli, że zbierają się do domu i kąpać w zalewie się nie będą.
Tego samego dnia o interwencję poprosiło WOPR. Mężczyzna stał z piwem w ręku, nie reagował na upomnienia, a potem wziął deskę SUP i poszedł popływać. Okazało się, że to 33-letni mieszkaniec Bielska-Białej, wydmuchał ponad 0,7 promila alkoholu. Teraz policjanci prowadzą wobec niego postępowanie – w sprawie „prowadzenie obiektu pływającego” pod wpływem alkoholu.
W niedzielę, 28 czerwca, ratownik zwrócił 40-latkowi uwagę dotyczącą przestrzegania regulaminu. Skończyło się awanturą, wezwaniem policji i pouczeniem o właściwym zachowaniu.
Wcześnie był problem z 32-letnią Bytomianką, która wyrzucała nad zalewem śmieci, do tego była agresywna i używała wyzwisk. Mundurowi wlepili jej 500 zł mandatu za zaśmiecanie.
Było też zgłoszenie 50-latka, że mężczyzna uderzył go pięścią w twarz i klatkę piersiową. Policja wyjaśnia, co zaszło.
::news{"type":"see-also","item":"73934"}
::video{"type":"onnetwork","item":"1453"}
Agnieszka Reczkin