Zamknij
REKLAMAWyposażenie kuchni - porównaj na Ceneo

Bili rekord Guinnessa, zjeżdżali na byle czym... 10 lat \"Naszych Kalet\"

20:16, 12.01.2021 | J.M
Skomentuj W sierpniu 2013 r., nad stawami w Zielonej podjęto próbę pobicia rekordu Guinnessa. Fot. Jarosław Myśliwski
REKLAMA

Ludzie z zacięciem społecznikowskim potrafią robić fajne rzeczy. I pomagać innym. 10 lat temu zostało zarejestrowane Stowarzyszenie "Nasze Kalety".

"Zaczynaliśmy bardzo niepewnie, długo trwały debaty nad dokumentami, które trzeba było opracować bardzo skrupulatnie i niezwykle drobiazgowo, wiele razy sąd rejonowy odrzucał nam a to statut, a to dokumenty rejestracyjne, a to jakiś paragraf, a to inne dokumenty. Topornie szło. Mimo tego, już w roku 2010 działy się pierwsze akcje i padały pomysły" – czytamy na stronie stowarzyszenia. Pierwszym prezesem została Alina Matlik, a po niej Adam Gabryś.

Na grzyby i do Księgi rekordów Guinnessa

Sztandarową imprezą stowarzyszenia jest rodzinne grzybobranie. Odbywało się w różnych dzielnicach Kalet, i choć bywały edycje, gdy grzybów było jak na lekarstwo, zawsze dopisywała publiczność i była dobra zabawa. Poza rozrywką stawiano także na edukację przyrodniczą, co w przypadku grzybów ma kolosalne znaczenie, taka wiedza może komuś uratować życie. Impreza podobnie jak wiele innych przedsięwzięć stowarzyszenia, miała za zadanie promować ekologię.

Największym echem odbiła się trzecia edycja rodzinnego grzybobrania. Podczas niej podjęto próbę pobicia rekordu Guinnessa na jak największą liczbę osób grających jednocześnie w grę planszową. Impreza znalazła się w kalendarzu obchodów 20-lecia Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Z jego pomocą zrealizowano w Kaletach wiele proekologicznych inwestycji. Tym razem WFOŚiGW dofinansował organizację grzybobrania i wydanie gry planszowej "Tropem dębowego liścia".

Na czym polega gra? Uczestnicy poszukują różnokolorowych liści dębu, rozsianych w różnych miejscach na terenie Kalet. By je zdobyć, należy odpowiedzieć na pytania lub zrealizować zadania. Poruszamy się po planszy stylizowanej na mapę Kalet. Na środku znajduje się Cis Donnersmarcka, spod którego wyruszamy na wędrówkę po 12 ciekawych miejscach, a tam zdobywamy liście dębu. Wygrywa ten, kto pierwszy skompletuje wymaganą liczbę kolorowych liści, czyli kart.

W sierpniu 2013 r., nad stawami w Zielonej podjęto próbę pobicia rekordu Guinnessa. – Zabrakło niewiele, bo 100 osób, by padł rekord – mówi Radosława Radziwończyk-Gabryś, sekretarz Stowarzyszenia "Nasze Kalety".

Z imprezą związali się m.in. grzyboznawca Justyn Kołek czy pasjonat przyrody Czesław Tyrol. Rodzinne grzybobrania stały się na tyle rozpoznawalne, że zdobyły certyfikat Marka Lokalna 2018, uzyskany w konkursie organizowanym przez lokalne grupy działania Leśna Kraina Górnego Śląska i "Brynica to nie granica".

Wygrał Rudy 102

"W doborowym towarzystwie niewiele potrzeba, aby się świetnie bawić. Potwierdzeniem tego był Eko Zjazd na Byle Czym II. Tektura, miska, ponton i odrobina wyobraźni. Niby niewiele, ale w gronie życzliwych ludzi wystarczy do doskonałej zabawy. Rok temu na Ptasiej Górce w Kuczowie zjeżdżało niewiele ponad 10 załóg, w sobotę na Wilczej w Jędrysku – 24. Ponad dwukrotnie bardziej liczebna była także publiczność. Impreza, w której uczestniczyło ponad 100 osób jak widać, się spodobała" – informował "Gwarek" w 2012 r.

Wygrał Franek Sołtysik, który przyjechał Rudym 102. Tekturowy czołg był nieco mniejszy od filmowego pierwowzoru, ale w terenie radził sobie doskonale. II miejsce zajęli Piraci z Karaibów. Czarną Perłą przybiła do portu na Wilczej Górce załoga w składzie: Miszele i Melanie Glinka, Marta Mazur oraz Anna Łotocka.

Podczas tej edycji imprezy okazało się, że zjeżdżać na byle czym chcą także dorośli. Na górce pojawiła się ekipa w kaskach i z fragmentem karoserii samochodowej, ale ze względu na wiek uczestników określony w regulaminie (do 18 lat), pojazd nie został sklasyfikowany.

– Odbyły się cztery edycje imprezy. Potem, ze względu na brak śniegu w czasie ferii, zrezygnowaliśmy z niej – opowiada Radosława Radziwończyk-Gabryś.

Kalety i Kalety

Stowarzyszenie organizuje także spotkania z ciekawymi ludźmi. Dlatego zaprosiło do Kalet Pawła Mickiewicza, który nakręcił film o miejscowości... Kalety. 10 lat temu mieszkało w niej 25 osób, a sama wioska liczyła 12 domów. Leży na Białorusi, tuż przy granicy z Polską i Litwą. W 2012 r. mieszkańcy Kalet w powiecie tarnogórskim mogli zobaczyć film o życiu kaletan za wschodnią granicą.

– Gdyby tytuł filmu był inny, do tego spotkania mogłoby nie dojść – śmiał się reżyser filmu Paweł Mickiewicz. Do Kalet przyjechał na zaproszenie Stowarzyszenia "Nasze Kalety".

Szukając w internecie informacji na zupełnie inny temat, dowiedzieliśmy się, że istnieje wioska o nazwie Kalety. Zaintrygowało nas to do tego stopnia, że dalej przeszukiwaliśmy internet i okazało się, że o wiosce powstał film, który w dodatku zdobył Grand Prix na festiwalu Filmowe Podlasie Atakuje! Potem szukaliśmy twórcy i po roku udało się spotkać  – opowiadała jedna z organizatorek pokazu filmu "Kalety" Radosława Radziwończyk-Gabryś. – Reżyser był zaskoczony istnieniem innych Kalet, podobnie jak my. Wiedzieliśmy, że są dzielnice miast o takiej nazwie, ale nie miejscowości – dodała.

"Nasze Kalety" zajęły się także popularyzacją historii miasta. Na stronie internetowej stowarzyszenia można znaleźć artykuły, a także sześć publikacji książkowych w wersji elektronicznej.

Z nagrodami

Poza certyfikatem Marka Lokalna 2018 stowarzyszenie otrzymywało nagrody. Docenił je Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach przyznając EkoAktywnych, nagrodę dla organizacji pozarządowych. W 2015 r. fundusz przyznał członkom stowarzyszenia Zielony Czek. W kategorii programy i akcje proekologiczne otrzymał go zespół: Adam Gabryś, Izabela Cogiel, Radosława Radziwończyk-Gabryś" za całokształt działalności proekologicznej w ramach Stowarzyszenia "Nasze Kalety", które aktywnie włącza się w popularyzację wiedzy ekologicznej wśród dzieci, młodzieży i dorosłych".

Jakie było to 10 lat "Naszych Kalet"? "Było nas więcej i mniej. Wiele osób odeszło, bo mieli inną wizję świata niż my. Wielu nowych przychodziło. Czasem na krócej, czasem na dłużej. Czasem do dziś dnia. Każdy z nas ma swoje doświadczenia życiowe, różne poglądy i podejście do życia, ważne, że umiemy patrzeć w jednym kierunku. Bo różnić się można też pięknie i nie zawsze oznacza to kłótnie. Dzisiaj patrząc na tysiące zdjęć wspominamy pierwszy wyjazd - to był wyjazd do warszawskiego Kopernika, który się pięknie udał dzięki grantowi z ENEA. Wspominamy pierwsze warsztaty eko, tamtą młodzież pełną zapału i pomysłów, która dziś w większości studiuje, pracuje, prowadzi dorosłe życie. Wspominamy wspólne wyjazdy, warsztaty, kłótnie i pomysły " – czytamy na stronie Stowarzyszenia "Nasze Kalety".

[ZT]18213[/ZT]

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMASporty zimowe - porównaj ceny
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMANarty i inne na Ceneo