Było jak w świetnie wyreżyserowanym dramacie: zaskakująca bramka w pierwszych sekundach spotkania, który przekreśla założony plan, potem walka z jakąś dziwną niemocą, frustracja i wściekły trener.
Po przerwie zryw i jak na złość strata kolejnej bramki, na dodatek samobójczej. I tu zaczyna się opowieść o niezłomności ducha, wierze w walkę do końca i żelaznej konsekwencji, które przynoszą zwycięstwo. Trzy razy z bramki golkiper gości wyjmuje piłkę. Ale żeby nie było jak w hollywoodzkim romansidle faul goni faul, sypią się żółte kartki, w końcu drużyna gospodarzy, bynajmniej nie za kopnięcie przeciwnika czy wredną akcję ratunkową, ale za nieporozumienie przy wyrzuceniu z autu, gra w dziesiątkę i wynik spotkania wisi na włosku. I jeszcze sędziowie, co do których pracy jedna i druga drużyna miała sporo uwag. — Do poziomu spotkania dopasowali się strojem — mówi Damian Galeja, trener Ruchu Radzionków.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gwarek.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz