Padać zaczęło w sobotę wieczorem. Fot. Jacek Tarski
Padać zaczęło w sobotę wieczorem. Początkowo deszcze nie był nawet intensywny, ale w niedzielę lało już mocno. Padało dzień i noc aż do wtorku.
Artykuł archiwalny Jacka Tarskiego opublikowany w Gwarku w lipcu 1997 r.
Pierwsza akcja ratunkowa, którą mogłem obserwować była w Kotach. Woda spływająca w lasu wdarła się na jedno z podwórek, przerwała zabezpieczający posesję wał, zalała obejście i piwnicę domu. To, co wypompowali strażacy, napływało znów od strony lasu. Syzyfowa praca.
W Potępie mieszkańcy kopią rowy odwadniające. W centrum jest bezpiecznie, ale na obrzeżach wsi wezbrane wody Małej Panwi rozlały się szeroko po polach, zatapiając łąki i uprawy.
W Krupskim Młynie, przy rondzie zgromadził się tłum. Ludzie obserwują, jak Mała Panew wylała, odcinając osiedla od reszty świata. Rozlewisko sięga kilkuset metrów od głównego koryta rzeki. Jest głębokie i zalało już drogę.
Przez głęboka przynajmniej do kolan wodę ludzi przewozi traktor z przyczepą. Most jest zamknięty dla ruchu. Mała Panew podniosła się tak, że woda płynie tuż pod nim. Do jego zalania brakuje może 20 cm. Dalej jest jeszcze gorzej: zalane ogródki, wszędzie woda.
Woda przerwała wały w Czarkowie, przelała się przez staw w Borowianach i spłynęła do rzeki.
W Borowianach był staw. Był, bo w poniedziałek przestał istnieć. Woda i niesiony przez nią muł zerwały zapory i runęły w dół, zalewając parking i podwórze domu.
W czwartek rano sytuacja się ustabilizowała. Najgorzej było w Tworogu, Krupskim Młynie i Wojsce. Sporo szkód powódź wyrządziła także w okolicy Świniowic. Trwa szacowanie strat.
Czytaj też:
Tarnowskie Góry. Secesyjna perła z inicjałem "J"
Tarnowskie Góry. Kiedy basen miał być ośrodkiem Czarny Pstrąg
Tarnowskie Góry. Szóstka w totka, szczęśliwy emeryt
::news{"type":"see-also","item":"71373"}