Wczoraj z Mediolanu wróciłem z lekka zawiedziony. Dziś ruszyłem w ?moje? miasto (wszak jakiś czas tu jestem i jeszcze będę), czyli w samo Bergamo. Za radą tych, którzy tu już byli, powlokłem się do Citta Alta, czyli do Wysokiego Miasta.
Krótko o geografii Bergamo. Miasto składa się jakby z dwóch części. Pierwsza, nowa jest niżej, a druga, stara ? na górce. O ile nowa część jest taka sobie (co nie znaczy, że nie ma tam po co iść, bo życzyłbym sobie, by w naszym pięknym kraju znalazło się takich miast kilka), o tyle Miasto Wysokie po prostu oszałamia. Nie będę pisał o historii, kto ciekaw, niechaj zajrzy do internetu, wolę o wrażeniach.
Dech zapiera labirynt wąskich, brukowanych ulic z historyczną zabudową. Na kolana (no, niemal) rzucają kościoły z wyposażeniem, którego w Polsce nie uświadczysz, bo przepadło wraz z kolejnym najazdem a to Tatarów, Turków, Szwedów, bolszewików, hitlerowców i rodzimych bandytów zwanych dzisiaj... Mniejsza z tym.
Stara zabudowa wciąga. Idąc, nie wiadomo na co spoglądać. Nie chodzi o to, że jest to jakaś klasa zero. Ale (pomijając tłum, niestety, wielki tłum) czuć genius loci, ducha miejsca. Dlatego chce się iść dalej i dalej, zapuszczać w wąskie zaułki, zaglądać na podwórka, patrzeć, jak dzisiaj, w XXI wieku, żyją ludzie, którzy mieszkają w mieście, jakby żywcem przeniesionym z planu historycznego filmu. Gdy dodać do tego piękną, słoneczną pogodę, mamy komplet tak zwanych czynników motywacyjnych.
W jednej z knajpek, w mieście są ich chyba setki, odbywała się niecodzienna impreza. Był to zjazd koleżeński byłych żołnierzy Alpini, czyli strzelców alpejskich. Przy połączonych stołach, nad kieliszkami białego wina, siedziało kilkunastu mężczyzn w różnym wieku. Najstarsi mieli może pod siedemdziesiątkę, najmłodszy z pewnością nie sięgnął jeszcze czterdziestki. Panowie w wojskowych kapeluszach z piórkiem, dziarscy, jak się to mówi, żylaści, chętnie dali się sfotografować, potem pozowali do zdjęć z turystami. Byli trzeźwi, weseli, nie narzucali się nikomu. Pomyślałem sobie, jak by wyglądało spotkanie kolegów z wojska w naszym wspaniałym kraju.
Z innej beczki. W pobliże Alta Citta trzeba się wybrać autobusem. Władze lokalnej komunikacji, aby było weselej, nie przewidziały, że do miasta przyjeżdżają turyści, którzy będą chcieli skorzystać z komunikacji. Problem w tym, że kierowcy nie handlują biletami. Szukaj tu, człowieku, w sobotę w południe, kiosku, bo tylko tam można dostać wymarzony bilet. Jazda na gapę, owszem, wchodzi w grę, ale 300 euro kary to zbyt wygórowana cena za parę minut przejażdżki autobusem.
Na razie tyle. Jutro jadę nad jeziora.
Jacek Tarski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gwarek.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz