Fot. Archiwum Gwarka/Canva
- Ponad 7 lat życia w atmosferze oskarżeń, hejtu i szkalowania. Teraz mam wyrok Sądu Najwyższego, który uchyla orzeczenie sądu lekarskiego i umarza postępowanie – mówi dr n. med. Adam Tiszler, były ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Wielospecjalistycznym Szpitalu Powiatowym w Tarnowskich Górach. Tyle że chodzi w nim nie o kwestię winy, tylko uchybienia formalne.
Chodzi o głośną sprawę z 2018 r. Wtedy kilkanaście instrumentariuszek z Trójki zaczęło głośno mówić o mobbingu ze strony ordynatora ginekologii: publicznym poniżaniu, używaniu w stosunku do nich wulgarnych i upokarzających określeń, krzykach, rzucaniu po sali operacyjnej i w personel brudnymi narzędziami i skrzepami krwi.
Dr n. med. Adam Tiszler od początku twierdził, że zarzuty nie miały żadnych podstaw. Wspominał o konflikcie personalnym z kilkoma instrumentariuszkami.
Sprawa trafiła do Okręgowego Sądu Lekarskiego w Warszawie – w sierpniu 2022 r. uznano ordynatora winnym zarzutów w okresie od co najmniej 2011 r. do stycznia 2018 r. Była mowa o naruszeniu godności lekarza przez podnoszenie głosu i używanie wulgaryzmów w czasie operacji, dyskredytowaniu umiejętności i fachowości pielęgniarek. Miało do tego dochodzić wielokrotnie. Ordynator miał zapłacić karę pieniężną na rzecz Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Instrumentariuszek.
Od tej decyzji obrońca lekarza odwołała się do Naczelnego Sądu Lekarskiego. Wskazała wiele uchybień formalnych. To m.in. fakt, że pod koniec postępowania, w czerwcu 2022 r., zmienił się cały skład sądu, ale nie zdecydowano się na powtórzenie przesłuchań świadków i postępowania dowodowego. Jak wskazywała obrońca, orzeczenie wydali członkowie sądu, z których żaden nie był obecny na całej rozprawie. Zresztą lista uchybień formalnych jest długa, miało dojść m.in. do naruszenia prawa obwinionego do obrony.
Jednak w grudniu 2022 roku NSL potwierdził winę lekarza, jednocześnie obniżając mu karę pieniężną. Obrońca wniósł kasację do Sądu Najwyższego. Ten uchylił orzeczenie sądu II instancji i wcześniejsze rozstrzygnięcie. Wskazał m.in. na ogromne znaczenie niezmienności składu orzekającego. Jego członkowie powinni poznać materiał dowodowy, więc część czynności należało powtórzyć.
Jednak sprawa nie wróciła do ponownego rozpatrzenia, gdyż doszło do przedawnienia karalności przewinienia zawodowego. W grę weszło więc umorzenie postępowania. Jednocześnie Sąd Najwyższy stwierdził, że sprawy wskazane przez obrońcę w kasacji nie dają podstaw do uznania skazania obwinionego za oczywiście niesłuszne. Nie ma więc mowy o uniewinnieniu.
Mimo że wyrok Sądu Najwyższego nie przesądza o tym, czy doszło do mobbingu, czy nie, dla byłego ordynatora i tak jest satysfakcjonujący.
- Od momentu nagłośnienia tej sprawy wylał się na mnie hejt, byłem szykanowany, pojawiły się nawet pogróżki. Przykre konsekwencje odczuwała też moja rodzina. Jestem niewinny i uznaję, że pewnej grupie chodziło tylko o zdyskredytowanie mnie i zwolnienie z pracy. Przez 29 lat pracowałem w szpitalu, przeprowadziłem wiele trudnych operacji, zdrowie pacjentek było dla mnie najważniejsze. A tymczasem zafundowano mi taki koniec współpracy – mówi nam dziś dr n. med. Adam Tiszler.
Czytaj też:
Tarnowskie Góry. Zasnął za kierownicą, czołowe zderzenie
Listonoszka zareagowała. Na miejscu strażacy i...
O "Ołowianych dzieciach" raz jeszcze
::news{"type":"see-also","item":"17058"}
Agnieszka Reczkin