Dzisiaj przypominamy dwa charakterystyczne dla Tarnowskich Gór miejsca. To kamienica, gdzie tradycja wyszynku sięga XVI wieku i plac, na którym niejeden pomnik obalono.


Kto pamięta postój taksówek na rynku w Tarnowskich Górach? Pewnie jeszcze większej liczbie osób zapadła w pamięci restauracja "Pod Lipami". Lokal był słynny nie tylko w mieście, a ci, którzy stracili tam głowę i prawie wszystkie pieniądze, nawet przy dużych problemach w walce z grawitacją mieli duże szanse na dotarcie do taxi. Od drzwi restauracji do klamki samochodu dzielił ich jedynie chodnik.
Kres restauracji "Pod Lipami" przyniosły zmiany ustrojowe w 1989 r. i wtedy zakończyła się w tym miejscu tradycja wyszynku, prawie tak długa jak historia Tarnowskich Gór.
W kamienicy przy Rynku 13 w drugiej połowie XVI wieku znajdował się ratusz, gdzie miejskie finanse wspierano poprzez sprzedaż piwa. Wkrótce władze miejskie przeprowadziły się do sąsiedniego budynku, a ich dawne lokum zostało zamienione na karczmę.
"Około roku 1610 miasto sprzedało ją Piotrowi Bernhardowi, urzędnikowi księcia kaniowskiego i ówczesnego właściciela zastawu bytomskiego Jana Jerzego Hohenzollerna. Za wierną służbę miał on 29 września 1617 roku otrzymać od swego suwerena przywilej pozwalający na swobodne prowadzenie wyszynku w zakupionym wcześniej domu. Ponadto istniejącą gospodę zwolniono podobno z podatków, a właścicielowi zezwolono na podawanie w niej obcego wina i piwa. Bernhard uzyskał również zgodę na założenie prywatnego browaru, który powstał przy kamienicy. W zamian za to szynkarza zobowiązano, jeżeli wierzyć Janowi Nowakowi, do inwestowania w tarnogórskie górnictwo oraz uiszczania co trzeciego grosza z uzyskanego dochodu właścicielom Starych Tarnowic, tytułem rekompensaty za sprzedaż wina i piwa niemającego proweniencji tarnogórskiej" - napisał dr Krzysztof Gwóźdź w artykule "Dawne dzieje kamienicy "Pod Lipami", opublikowanym w Montes Tarnovicensis.
Pod Lipami
Czas płynął, szynk zaczęto nazywać oberżą, a potem w budynku urządzono zajazd, który w XIX wieku stał się hotelem. Przy tej pierzei rynku rosły lipy i stąd jego nazwa "Sechs Linden". Po przejęciu części Górnego Śląska przez Polskę zmienił się właściciel i nazwa hotelu na "Pod Lipami". W hotelowej restauracji odbywały się oficjalne uroczystości, ale kwitło także życie towarzyskie. Odbywały się zabawy i bale, swoje imprezy organizowały organizacje z Tarnowskich Gór.
W czasie wojny była gospoda Hubertus, a po 1945 r. restauracja z przedwojenną nazwą, najpierw prywatna, z czasem przejęta przez państwo. Paradoksalnie kres przyniósł jej wolny rynek i na początku lat 90. XX wieku "Pod Lipami" zniknęła z gastronomicznej mapy Tarnowskich Gór.
Pożegnanie pomnika
O wiele krótszą historię niż restauracja miał pomnik Wdzięczności, który w czasach PRL-u wzniesiono na pl. Wolności w Tarnowskich Górach. Nie pierwszy w tym miejscu, bo pod koniec XIX wieku ustawiono tu monument cesarza Niemiec – Wilhelma I. W 1920 r. został wysadzony przez powstańców śląskich.


Podobny los spotkał ustawiony po wojnie pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej, który wyleciał w powietrze za sprawą antykomunistycznego podziemia. W jego miejsce wzniesiono kolejny, ale już nie z łusek po bombach i pociskach, lecz solidnej betonowej konstrukcji. Przez pół wieku odbywały się tutaj rocznicowe uroczystości, capstrzyki itd.
Kres przyniosły pomnikowi przemiany ustrojowe w 1989 r. Najpierw z wnioskiem o jego usunięcie wystąpiła Konfederacja Polski Niepodległej, potem tarnogórska "Solidarność", następnie Porozumienie Centrum. Sprawą zajęła się Rada Miejska w Tarnowskich Górach, gdzie przeciwny rozbiórce był tylko jeden radny. O wiele większe kontrowersje wzbudził koszt rozbiórki. Okazało się, że pozbycie się pomnika Wdzięczności będzie kosztowało 50 mln złotych. Kwota, wprawdzie przed denominacją, ale i tak spowodowała falę krytyki. Ostatecznie 28 lutego 1992 r. pomnik usunięto, a tablicę pamiątkową, sierp i młot, przekazano do urzędu miejskiego.
::news{"type":"see-also","item":"31675"}
0 1
niedość wspomnieć jak ta chałupa we Świrkolu zwano małym wersalem wyleciała we luft a wczyśnij jom okiliczne chłopy z kafelek łozebrali, a że mioła podłogi ze korka dębowego to się długo hajcowała, tak to mosiek austro-węgierskiego pochodzenia co na produkcji armat dla cesarstwa tysiącletniego się urządził a wołali mu Hugo
0 0
same swiry i zlodzieje !
0 0
taki to Hugo, chlał piwsko górnośląskie pod "Sechs Linden"
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gwarek.com.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz