Zamknij

Zdjęcie Anny German w Brynku. Udostępnił je w internecie tunezyjski lekarz. Kto prowadził śledztwo w tej sprawie?

20:29, 16.01.2022 | Aiicja Jurasz
REKLAMA

Na tej fotografii Anna German przyjmuje kwiaty z rąk młodych chłopców w mundurach. To uczniowie technikum leśnego w Brynku i tam wykonano zdjęcie. Co legendarna piosenkarka robiła w Brynku? Kiedy się tam pojawiła? Zdjęciem zainteresował się tarnogórzanin Roman Wolniszewski, który starał się znaleźć odpowiedzi na te pytania. Jego "śledztwo" trwało prawie rok.

Znaków zapytania w tej historii jest sporo, tak samo jak nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Kto mógł przypuszczać, że zdjęcie Anny German w Brynku udostępni w internecie tunezyjski lekarz? Okazał się zięciem jednego z chłopców na fotografii. 

Jakie były okoliczności tego zdjęcia? Roman Wolniszewski próbował dowiedzieć się przez ponad rok. Wiele odkrył, ale też na wiele pytań nie ma odpowiedzi.

Roman Wolniszewski zdjęcie po raz pierwszy zobaczył w maju 2013 roku. - To było po premierze serialu o Annie German, którego kolejne odcinki wyświetlała polska telewizja. Szukałem informacji, żeby porównać to, co było przedstawione w serialu z jej życiorysem. Tak trafiłem na tę fotografię na portalu do udostępniania grafik i zdjęć.  Była podpisana po angielsku: "druga osoba z prawej to Władysław Stochmal, mój teść". Było napisane, że to 1968 rok – opowiada. To go zainteresowało. - Zastanawiałem się, co mogła robić w Brynku niecały rok po ciężkim wypadku samochodowym, jaki przeszła. 

Poszukiwania Władysława Stochmala

Skontaktował się ze szkołą w Brynku. Początkowo bez efektów, ale potem wspomniane nazwisko jednak znalazło się w archiwum. Okazało się, że Władysław Stochmal mieszkał na Dolnym Śląsku w miejscowości Biały Kościół, niedaleko Strzelina. Szukając go, Roman Wolniszewski zadzwonił do tamtejszego sołtysa, który z kolei stwierdził, że mieszka tam od 50 lat i nikogo takiego nie kojarzy. W internecie znalazł trzy osoby o takim imieniu i nazwisku: w świętokrzyskim właściciela firmy transportowej, niedaleko Rzeszowa dyrektora szkoły i w Polanicy-Zdroju agenta ubezpieczeniowego. Do niego zadzwonił jako pierwszego i to był strzał w dziesiątkę.

W czasie rozmowy telefonicznej Władysław Stochmal opowiedział mu, co pamięta z tej wizyty. Okazało się, że ma drugie zdjęcie Anny German w Brynku, stojącej nad stawem. Ponieważ w jego wspomnieniach były luki – w końcu minęło prawie 45 lat - Roman Wolniszewski rozmawiał na ten temat jeszcze z ponad 20 osobami: uczniami i pracownikami z tych lat. Kontakt ułatwił mu fakt, że większość uczniów dziś pracuje w Lasach Państwowych i łatwo było znaleźć do nich telefony.  - Kierownik  internatu oraz ówczesny dyrektor niczego nie pamiętali, dawna polonistka potwierdziła, że taka wizyta miała miejsce, ale nie pamiętała szczegółów – opowiada. 

Drugie zdjęcia Anny German z Brynka: w tle charakterystyczna altanka.

Z zebranych relacji wynika, że Anna German przyjechała do ogrodu botanicznego w Brynku kręcić tło do muzyki, czyli teledysk. Sprzęt, jakim dysponowała ekipa, zrobił spore wrażenie na młodych leśnikach. Wizyta artystki była kompletnym zaskoczeniem dla uczniów i nauczycieli, prawdopodobnie dla dyrekcji także, bo nie byli na nią przygotowani. Wysłano do niej delegację z kwiatami. Rododendrony ściął opiekun ogrodu prof. Gerlich, uczniów to zaskoczyło, bo było to surowo zabronione.

Anna German rozdawała przed występem autografy, ale żaden ze świadków go nie zachował. Władysław Stochmal miał wręczać kwiaty, ale stoi obok, artystce ofiarował je Leszek Brejt. German zaśpiewała trzy najsłynniejsze piosenki: "Człowieczy los", "Tańczące Eurydyki" i "Uroczysko". Nie wiadomo, czy nagrania ujrzały światło dzienne, bo wszyscy świadkowie mówili, że ich potem nigdzie nie oglądali. Nieznany pozostaje także autor zdjęcia, które prawdopodobnie zostało wykonane pod koniec roku szkolnego, w czerwcu.

Świadkowie nie są zgodni

Roman Wolniszewski podkreśla, że w zeznaniach świadków jest sporo sprzeczności. Po pierwsze rok. Mimo podpisu pod zdjęciem 1968, bardziej prawdopodobny jest 1969, ale w opowiadaniach pojawia się też 1971 i 1972. W relacjach powtarza się, że wizyta trwała krótko ok. 30 minut, lecz niektórzy świadkowie mówili, że dłużej – godzinę i zakończyła się spotkaniem w auli. Kilka osób pamiętało, że piosenkarka i ekipa odwiedzili tylko ogród botaniczny, według jednej - zwiedziła także pałac. I wreszcie towarzyszyła jej matka w jednej relacji, a w innej – mężczyzna z bródką, być może jej przyszły mąż Zbigniew Tucholski, ale nie ma zdjęć, na których taką bródkę ma. Prawdopodobnie materiał nagrywała TVP Katowice, ale w archiwach katowickiej telewizji nie ma ich. 

- Nikt o tym przez lata nie wspominał, nie wiedzą o tym lokalni historycy, nie jest to zapisane w kronikach szkolnych z tego okresu, wreszcie nie ma po tej wizycie śladu w biografiach German – wylicza Wolniszewski. - Dlaczego wybrała Brynek? Moi rozmówcy zwracali uwagę, że ogród botaniczny przy szkole wyróżniał się ładem i wyglądem. W 1971 roku otwarto katowicki Spodek, Anna German wystąpiła tam w śląskim stroju, a wcześniej przez 4 dni przebywała w Koszęcinie, ćwiczyła z zespołem "Śląsk", ale przy okazji tego wydarzenia nikt z kolei nie wspominał o Brynku. Jest jeszcze jeden ślad, do którego prywatnie dotarłem z babcią: Anna German leczyła się w Górnośląskim Centrum Rehabilitacji w "Reptach", mimo że w jej biografii pojawia się tylko placówka w Konstancinie. Podobno był to 1971 rok. Leczył ją dr Bolesław Bara, ale wyjechał do Niemiec, a nie mam kontaktu z krewnymi – dodaje. 

Babcią Romana Wolniszewskiego jest tarnogórską aktywistką społeczną i miłośniczką lokalnej historii Gabriela Szubińska. Wnuk w dużym stopniu odziedziczył jej pasję. Jego hobby to, oprócz lokalnych dziejów, pałace i zamki.

- W wolnym czasie jeżdżę od pałacu do pałacu, wcześniej bardzo dokładnie planuję te wyprawy. Staram się rozmawiać na miejscu z mieszkańcami, bo często nie są to obiekty udostępniane turystycznie i nie wszędzie jestem wpuszczany. Dokumentuję stan dawnych rezydencji oraz miejsc, które mocno podupadły i czeka je zagłada – mówi. Oprócz tego kolekcjonuje płyty winylowe – słucha niemieckiej muzyki pop z lat 80. -  Anny German nie słuchałem – to muzyka na wysokim poziomie, ale nastrój tych piosenek w połączeniu z jej krótkim życiem i przedwczesną śmiercią  jest przygnębiający. To dziwne, że była tak popularna w tamtych czasach, a potem zapomniana. Dopiero serial przyniósł boom na jej nagrania – zauważa. 

Artykuł archiwalny Alicji Jurasz. Ukazał się w Gwarku z 22 lipca 2014 r.

[ZT]34269[/ZT]

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

tlb50@INTERIA.PL[email protected]

0 0

byłem na tym nagraniu ,dostałem autograf, natomiast zdjęcia z tej imprezy robiła Pani fotograf z Tworoga nie wiem czy akurat to . Używając lampy błyskowej psuła im nagranie. Było to napewno w latach 70 tych w okresie kiedy Pani German była w stanie sie poruszać po wypadku -klip był emitowany w telewizji
. 21:06, 18.01.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMAZabawa niemowląt - zobacz ceny
0%