Zamknij
REKLAMA

Służąca usłyszała płacz dziecka. Kwilenie dochodziło z pobliskiego grobowca

20:09, 15.06.2022 | Krzysztof Garczarczyk
REKLAMA

Służąca kierownika szkoły parafialnej w Zbrosławicach, jak zwykle w południe, szła zadzwonić na Anioł Pański. Przechodziła właśnie niedaleko kaplicy grobowej rodziny von Stockmans, znajdującej się obok kościoła, gdy usłyszała płacz dziecka. Chwilę trwało, zanim zorientowała się, że kwilenie dochodzi z... grobowca. 

Mocno przestraszona, pobiegła po pomoc. Kierownik wraz z innymi osobami czym prędzej przybiegli na miejsce. Kobieta nie zmyślała, z kaplicy dochodził płacz dziecka! Mężczyzna zebrał się na odwagę i ostrożnie zszedł do krypty. Płacz momentalnie ustał, a jego oczom ukazała się figurka Matki Bożej...

Historia ta wydarzyła się w latach dwudziestych XIX wieku, a zanotował ją ks. Alfons Rymer, nieżyjący już dziś zbrosławicki proboszcz. Dowiedział się o niej od wieloletniej pracownicy kościelnej Anny Sekulli (rocznik 1882), która usłyszała tę opowieść od swoich rodziców, a może dziadków. Także inni najstarsi mieszkańcy Zbrosławic potwierdzili księdzu, że ich przodkowie opowiadali im o tym niezwykłym zdarzeniu

Z kaplicy do kościoła

Niedużą figurkę, mierzącą 43 centymetry, przeniesiono z kaplicy grobowej do kościoła parafialnego i już w 1827 r. została wymieniona w jego inwentarzu. A jak w ogóle trafiła do Zbrosławic?

Przedziwna historia figurki Matki Bożej z Dzieciątkiem pod sercem zaczęła się w klasztorze dominikanek w Imbach w Austrii, w 1707 r. Wtedy to, pod podłogą starej zakrystii klasztornego kościoła, odnalazła ją, po serii dziwnych snów, księżna Petronela Hessen-Darmstadt z domu von Stockmans.

Figurka była tam ukryta najpewniej od czasów wojny trzydziestoletniej, z obawy przed Szwedami. Po otrzymaniu zgody mniszek, znalezisko stało się prywatną własnością księżnej, która zmarła w 1751 r.

Później rzeźba-marionetka trafiła z Austrii na Śląsk, do wnuka Petroneli, Gustawa von Stockmansa, rezydującego w Sierotach pod Gliwicami. W 1799 r. w posiadanie rodowej pamiątki wszedł jego syn, Ernest von Stockmans, właściciel  Zbrosławic i Wieszowy. Gdy zmarł pod koniec 1808 r., jego żona, Elżbieta von Neuhaus, zbudowała przy zbrosławickim kościele kaplicę z kryptą. Tam spoczęło ciało Ernesta, a gdy w 1823 r. zmarła też Elżbieta, pochowano ją obok męża. Jako że była wielką czcicielką Matki Bożej, widocznie ktoś z rodziny włożył do grobowca rodową pamiątkę z klasztoru w Imbach...

Już w połowie XIX wieku figurka doznawała szczególnej czci, a lud uważał ją za cudowną. W latach 20. i 30. zeszłego stulecia rozwinął się nawet ruch pielgrzymkowy do Zbrosławic, ale władze hitlerowskie zabroniły kultu. Dziś kościół parafialny w Zbrosławicach nazywany jest sanktuarium Macierzyństwa NMP, w którym  trwa szczególna modlitwa w intencji matek i kobiet oczekujących potomstwa.

Artykuł archiwalny Krzysztofa Garczarczyka. Ukazał się w Gwarku z 15 września 2016 r.

[ZT]36455[/ZT]

 

(Krzysztof Garczarczyk)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (2)

Gdy Gdy

5 9

Ksiadz sie z dziecmi bawi wtedy placza! 06:51, 16.06.2022

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

JohanJohan

8 3

Synek ty mosz ala i dwa boloki.Idz sie leczyc na gowa puki nie za pozno 08:47, 16.06.2022


0%