Pracowała i studiowała w Londynie, mieszka w Gliwicach, ale biznes prowadzi w Tarnowskich Górach. Matylda Stefańczyk, kolejna bohaterka naszego cyklu Biznes na obcasach, prowadzi bar w centrum miasta. Odczarowuje jego dawny klimat i idzie w kierunku "social clubu". Stawia też na wydarzenia dla kobiet, bo właśnie ta tematyka jest jej szczególnie bliska.
Matylda Stefańczyk połowę swojego życia związała z branżą gastronomiczną. Wszystko zaczęło się przypadkiem, w Londynie.
– Pojechałam tam zaraz po maturze, bez jakiegokolwiek doświadczenia. Znalazłam zatrudnienie w hotelu, restauracji, barach. Byłam barmanką, menedżerką baru, organizowałam różne wydarzenia. Lubię pracę z ludźmi i dla ludzi, więc odnalazłam się w tej branży – wspomina nasza rozmówczyni. Na uniwersytecie w Londynie skończyła ekonomię w biznesie, prowadziła także firmę marketingowo-piarową.
12-osobowa ekipa do ogarnięcia
Dodaje, że w jej branży od razu wiadomo, czy coś zrobiło się dobrze czy źle, czy klient jest zadowolony, czy zespół pracowników zgrany. Jednocześnie nie ukrywa, że to zajęcie ciężkie i wymagające, zwłaszcza psychicznie. Potrzeba dużo uważności. Praca z ludźmi ma bowiem swoje dobre, ale i złe strony. Dziś ma do ogarnięcia 12-osobową ekipę, co bywa sporym logistycznym wyzwaniem.
Matylda Stefańczyk jest szczupłą, niewysoką blondynką, która nie wygląda na swój wiek.
– Kiedy zaczynałam jako wspólniczka prowadzić bar w Tarnowskich Górach, często mylono mnie z pracownicami. Widziałam konsternację na twarzach, przede wszystkim mężczyzn, kiedy mówiłam, że jestem współwłaścicielką baru. Jednak nigdy nie spotkały mnie żadne nieprzyjemne sytuacje – zauważa Gliwiczanka.
Jej zdaniem w biznesie wciąż jest szklany sufit dla kobiet. – Wydają się delikatniejsze i łatwiejsze do manipulowania. W moim przypadku tak nie jest i nieraz przez 12 lat to udowodniłam. Zresztą widzę, że sytuacja w tym względzie się poprawia – mówi Matylda Stefańczyk.
Radość dają jej klienci, którzy wracają, wspominają dawne czasy. Wracają też dawni pracownicy, którzy byli u niej zatrudnieni w czasie studiów. Nieraz już z dziećmi. –Czuję się wtedy trochę jak "babcia". Panuje u nas rodzinna atmosfera, nie ma sztywnego podziału szefowa-pracownik – śmieje się nasza rozmówczyni.
Odczarowywanie baru
Z czasem rozstała się ze wspólnikami i od 2 lat prowadzi bar sama, pod nowym brandem – od roku. Włożyła dużo pracy i zaangażowania w jego odczarowanie, zmianę profilu, włącznie ze zmianą aranżacji, którą w dużej części wykonała samodzielnie. Bar nie ma być miejscem, gdzie przychodzi się tylko napić. To bardziej social club, gdzie można posiedzieć, pogadać, ale też gdzie dużo się dzieje.
– Organizuję różne wydarzenia weekendowe. Wymiany ubrań przyciągają mieszkanki z całego Śląska. Są na przykład wieczory degustacyjne, malowanie przy winie. Współpracujemy z Tarnogórską Szafą Społeczną, w maju planujemy wydarzenie charytatywne. Działalność prospołeczna również jest mi bliska – podkreśla.
Z Gliwic do Tarnowskich Gór przenosi również inną bliską sobie działkę – inicjatywy skierowane dla kobiet. To wspomniane wymiany ubrań czy warsztaty trików makijażu. Na razie zainteresowanie jest całkiem spore. Pomysłów na kolejne wydarzenia właścicielka baru ma wiele. – Kiedy coś mi się udaje, to od razu w głowie pojawiają mi się następne rzeczy. Chcę zrobić jeszcze więcej, jeszcze ciekawiej – dodaje.
Czasu wolnego zbyt wiele nie ma i tak naprawdę praca to jej rozrywka. Ma 7-letnią córkę, więc to z nią stara się jak najwięcej zrobić. Spędzają czas aktywnie, jest coraz cieplej, więc pewnie niedługo w ruch pójdą rower czy rolki. W chłodniejsze dni mają czas na zajęcia artystyczne – mama z córką wyciągają farby, pędzle i płótna.
Czytaj też:
Biznes na obcasach. Nigdy nie jest za późno na realizację marzeń
Biznes na obcasach: Ideał lepiej sobie odpuścić. Zacznij działać!
Tarnowskie Góry. Kobieca twarz biznesu. Działo się w Plastyku
::news{"type":"see-also","item":"66870"}