Daniel Olbrychski w "Panu Tadeuszu". Fot. Materiały producenta
Daniel Olbrychski spotkał się z tarnogórską młodzieżą.
Artykuł archiwalny Elżbiety Kulińskiej opublikowany w Gwarku w marcu 1998 r.
- Jaki brzydki! - to pointa jednej z anegdot, którą sam o sobie opowiadał Daniel Olbrychski. Aktor spotkał się z młodzieżą w Tarnogórskim Centrum Kultury.
Daniel Olbrychski opowiadał o swoim zawodzie i kolegach – aktorach znanych z pierwszych stron gazet. Artysta recytował ulubione wiersze i mówił o tym, nad czym właśnie pracuje. Grał i czarował salę.
- Występuję teraz w „Zemście” Aleksandra Fredry. Komedia to bardzo trudny gatunek, bo niełatwo jest rozśmieszyć publiczność. Tak samo jak trudno ją wzruszyć – mówił Olbrychski. - „Zemstę” bardzo lubię, a pierwszy raz grałem w niej w wieku 14 lat. Sztukę wystawialiśmy w szkole.
Cytaty z „Zemsty” pojawiały się na spotkaniu wielokrotnie. Czasem były to same fragmenty różnie recytowane, aby dowieść, jak sposób poruszania się i deklamowania może zmienić sens tekstu. „Zemsta” to teatr, a film w którym Olbrychski właśnie gra to „Ogniem i mieczem”.
Będzie jedynym aktorem, który zagra we wszystkich częściach trylogii. Dwie pierwsze porównuje z najnowszą na niekorzyść tej ostatniej. - Aktorzy powinni grać postacie w swoim wieku. Nie zawsze tak jest. Dla mnie znaleźliśmy z reżyserem miejsce w filmie: grałem już Azję Tuhajbejowicza, a w „Ogniem i mieczem” zagram jego ojca. Będzie kilka ciekawych scen.
Film powstaje inaczej niż części „Trylogii” kręcone wcześniej.
- Gdybym musiał powiedzieć, co robię najlepiej, powiedziałbym, że najlepiej jeżdżę konno. Gdy kręcono sceny na koniach, nie potrzebowałem dublera. Ale moi ówcześni koledzy z planu, jak na przykład Magdalena Zawadzka i Tadeusz Łomnicki uczyli się jeździć, bo tego wymagał film. Kilka miesięcy ćwiczyliśmy też fechtunek, by walka wyglądała tak jak powinna i żebyśmy sobie krzywdy nawzajem nie zrobili. W „Ogniem i mieczem” tego nie będzie. Aktorzy będą mieli dublerów, bo – prócz Michała Żebrowskiego, który przyzwoicie jeździ – jeździć nie potrafią. Kamera będzie więc inaczej prowadzona, aktorzy będą filmowani z daleka, z boku, z tyłu… Wszystko ze szkodą dla filmu – tłumaczył zawiedziony Olbrychski.
Aktor odwiedził Tarnowskie Góry już kilkadziesiąt lat temu. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, czy Gwarek to miejsce, do którego go wówczas zaproszono czy tytuł gazety.
Czytaj też:
Szukają pamiątek po honorowym obywatelu naszych miast
Groby powstańców śląskich poszukiwane. Akcja IPN-u
Wojewoda, tarnogórskie zakłady chemiczne i pewna bojaźń
[ZT]67219[/ZT]