Zamknij

Tarnowskie Góry i historia górnictwa. Ziemia pochłonęła kunszt wodny wraz z ludźmi i końmi

20:03, 09.01.2022 | Mieczysław Filak
REKLAMA

Prawdopodobny przebieg Sztolni Jakuba naniesiony na jedną z map dawnych Tarnowskich Gór.

Sława Sztolni Czarnego Pstrąga przyćmiła dziś znaczenie tej, której budowę rozpoczął w 1563 r. tarnogórski gwarek Jacob Rapp. Była to najdłuższa i najważniejsza sztolnia tarnogórskiego górnictwa rudnego w XVI i XVII w. Pozwoliła sięgnąć po pokłady kruszcu, których nie można było odwodnić, stosując ówczesne urządzenia, chociaż ich techniczny poziom i gabaryty zadziwiłyby współczesnych. Jedynym sposobem, by sięgnąć po te złoża, było wykorzystanie grawitacyjnego spływu wody odpowiednio głęboką sztolnią, bo dotychczasowe były za płytkie.

Przy projektowaniu sztolni nie kierowano się tylko względami opłacalności, jak to miało miejsce przy późniejszych tego typu obiektach, kiedy oszczędzano na kosztach budowy i napraw kunsztów wodnych, utrzymaniu idącej w setki liczbie koni stanowiących ich siłę napędową, a później na zmniejszeniu ilości drogich maszyn parowych i paliwa do nich. Sztolnia Jakuba była nieodzowna, by kontynuować wydobycie w rejonie sowickim i Blaszyny.

Konflikt z gwarkami

Jej znaczenie dla Tarnowskich Gór było ogromne, jeśli nie decydujące dla rozwoju miasta. Domy przy ul. Gliwickiej, dom Sedlaczka, te z podcieniami i inne przy obecnym Rynku, zamek przy ul. Zamkowej powstawały właśnie wtedy. To był dobry okres dla tutejszego górnictwa, który przełożył się na znaczenie, rozrost miasta oraz wielu gałęzi rzemiosła produkującego dla potrzeb górnictwa i hutnictwa.

Istniejące przekazy dotyczące tego przedsięwzięcia pierwszy zebrał w 1784 r. radca hutniczy Efraim Abt w publikacji "Memorial w sprawie kopalnictwa rud ołowiu i srebra na Górnym Śląsku" — wydanie polskie z 1957 r. Wielu późniejszych autorów piszących o sztolni korzystało z jego pracy, przedstawiając w publikacjach własne hipotezy co do jej przebiegu i długości. Niektóre z nich różnią się znacząco. Jedni uważają, że główny chodnik sztolniowy przebiegał pod Rynkiem, inni że omijał go od zachodu, by potem skręcić na Liszcze.

Inicjator przedsięwzięcia zaplanował przeprowadzenie chodnika linią prostą tak, by sztolnia od doliny Stoły dotarła do złóż sowickich, pod Blaszyną, wówczas przedmieściem leżącym na północ od dzisiejszej ul. Sobieskiego. Rów Blaszyński, nad którym tę ulicę w XX w. zbudowano, był kiedyś granicą miasta. Północną granicę Blaszyny wyznaczają dziś tory linii kolejowej do Opola.

Najprawdopodobniej Rapp zmienił swój plan, chcąc sztolnią szybko dotrzeć aż do Liszcza, czyli obszaru na południe od ul. Legionów. Napotykając przy tym na opór gwarków, optujących za prowadzeniem ze sztolni przekopów do najbliższych złóż w Sowicach i na Blaszynie, rozpoczął budowę innej sztolni. Dlatego w 1568 r. zastąpił go sprowadzony z Węgier kunsztmistrz Trapp, który najwyraźniej podzielał plany poprzednika, ale naciski gwarków sprawiły, że i on nie mógł forsować prac w głównym chodniku na linii zaplanowanej przez Rappa.

Tragiczne skutki kurzawki

Najbardziej tragicznym wydarzeniem podczas budowy było zasypanie w 1573 r. odcinka sztolni i szybu przez kurzawkę. Zapadł się fragment sztolni i terenu. Ziemia pochłonęła wtedy kunszt wodny wraz z końmi i ludźmi. Najbardziej radosnym było, datowane na ten sam rok, dotarcie przodkiem sztolni do bogatych złóż, co wskazuje, że przodków było kilka. Potwierdza to mapa, którą sporządził Trapp. To jedna z najstarszych w Europie map górniczych, warta odrębnego opisu, a śladem wspomnianego konfliktu gwarków z górmistrzami jest na niej linia chodnika z opisem "Stara linia Jacoba Rappa".

Rzadko spotykaną metodę w celu usunięcia kurzawki po zawale sztolni na Blaszynie zastosowano w 1594 r., kiedy wykonano wykop o wymiarach 80x80 m od powierzchni aż do chodnika, a po jego obudowie dębowymi palami, ponownie zasypano.

Rozbieżności w ocenach długości sztolni  wynikają z tego, że jedni szacują tylko długość głównego chodnika pod ziemią, drudzy wraz z roznosem, jeszcze inni dodają boczne odgałęzienia. Nawet w dobie komputerów nie ułatwia tych obliczeń okoliczność, że dane liczbowe, do których dotarł Abt i miejsca wydarzeń, jakie opisał, trudno dziś zlokalizować w terenie. Utrudnieniem jest też fakt, że pomiarów głębokości dokonywano wówczas tylko od powierzchni, co sprawia, że trudno ustalić precyzyjnie poziomicę, na jakiej biegł główny chodnik, co miało wpływ na długość roznosu — otwartego kanału stanowiącego przedłużenie podziemnej części sztolni. Nie jest to jednak niemożliwe, gdy nanieść mapę Trappa na bardziej współczesną z poziomicami.

Z map sporządzonych w XVIII i XIX w. wnioskować należy, że okno/wylot sztolni z podziemi znajdowało się w Sowicach na wysokości tamtejszej szkoły. Zobaczyć go nie można, bo przy nim spód chodnika położony był około 5-6 metrów poniżej ul. Słowackiego i 3-4 metry poniżej dna stawu, który powstał naprzeciwko znacznie później. Dzisiaj staw nie istnieje, ale zagłębienie po nim jest wyraźnie widoczne.

Usypano groblę i założono staw

Kiedy sztolnia była już nieczynna, usypano groblę i założono inny staw dla młyna Zipzer. Roznos musiał mierzyć ponad 1500 m, by spód chodnika połączyć na tym samym poziomie z lustrem wody w rzece. To około 200 m na wschód przed mostem nad Stołą przy ul. Polnej w Puferkach, poziomica 274 m n.p.m. Potwierdza to pośrednio mapa Trappa ze znacznikiem głębokości szybu na Blaszynie 16 ¼ łatra śląskiego, co odpowiada różnicy 31 m do najwyższej tam poziomicy 305 m n.p.m. Pod miejscami na niej położonymi główny chodnik sztolni przebiegał na pewno.

Innym dowodem jest mapa mierniczego Renscha sprzed 1798 r. na której naniósł — bez danych liczbowych — linie niwelacyjne poziomów okna sztolni oraz stawów, które powstały po 1755 r.  Od tego roku nie ma o sztolni żadnych informacji, aż do powstania mapy Renscha i wiadomości, że w latach 1798-1803 przeprowadzono badania, otwierając w Sowicach jeden z jej szybów. Piszą o tym Jan Nowak i Danuta Molenda. To prawdopodobnie ten szyb, po którym hałdę zobaczyć można przy ul. Skórki za szkołą, a którego wspomniany Rensch nie naniósł.

Znając już położenie wylotu sztolni oraz pomiary jej głębokości — odnotowane nie bez powodu na słupach bram miasta w 1571 r, a więc wtedy, gdy ona się tam jeszcze fizycznie nie znajdowała — można przyjąć, że główny chodnik sztolni zaplanowany taką linią przez Rappa, a którego długość Abt określił na 950 łatrów pruskich, tzn. 1985 m, nie sięgnąłby Bramy Wrocławskiej nawet gdyby biegł linią idealnie prostą. Do Liszcza należałoby doliczyć jeszcze minimum 200 m, a w rzeczywistości ten chodnik, kończący się w 1579 r. w połowie ul. Okrzei, miał jeszcze dwa wyboczenia, którymi omijano pola kurzawki, zaś sztolnia jako całość kilka odnóg o znacznej długości.

Artykuł archiwalny Mieczysława Filaka. Ukazał się w "Gwarku" z 14.01.2014 r.

[ZT]34239[/ZT]

 

(Mieczysław Filak)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMAZabawa niemowląt - zobacz ceny
0%