Zamknij

Samotność ciężarowca

10:46, 26.06.2020 | J.D.
W siłowni Parku Wodnego
REKLAMA

Należy być konsekwentny w postanowieniach. Jeśli powiedziałem A, musiałem iść dalej z tym alfabetem. Zrobiłem pierwszy krok w kierunku Parku Wodnego, czyli zacząłem korzystać z pływalni, a następnie przyszła kolej na siłownię.

Łatwo nie było. Nie chodzi mi o szarpanie się z ciężarkami. Niemoc była wcześniejsza, dotyczyła przełamania pewnych zrozumiałych (lub niezrozumiałych, bo niby czego miałbym się bać?) oporów. Dłuższy brak kontaktu ze sztangą i maszynerią do ćwiczeń, a przede wszystkim z całym przyczepionym żelastwem powodować mógł w głowie człowieka wątpliwości. Podejrzewam, że gdyby nie odpowiednie zdopingowanie, korzystałbym nadal tylko z pływalni i stale marudził o konieczności rozruszania mięśni i stawów. Dodawałbym do tego jeszcze teorię o słabym przygotowaniu fizycznym i może jeszcze jakieś inne brednie, byle tylko wymigać się od prawdziwego wysiłku. Tłumaczenie własnej nieudolności zawsze człowiekowi wychodzi. Ale czy na dobre?

Zadzwonił do mnie Szymon, nasz syn. Wprawdzie rzucił tylko pytanie, czy pojadę z nim na siłownię, lecz na znaku zapytania wyraźnie wyczułem przynętę, a nawet rozkaz. Nie miałem powodów, żeby odmówić. Wręcz odwrotnie, cieszyłem się niezmiernie. Poczułem ulgę, bo przecież czekałem na głos rozsądku. Jak widać przyszedł on z zewnątrz.

Kiedy pojawiliśmy się pierwszy raz na siłowni, zastaliśmy tam... instruktora. Nie krył zadowolenia, nie dziwię się, bo przebywanie w bezludnym obiekcie jest raczej nudne. Do tego, jak mawiał dawno temu mój zacny trener - ciężary są smutnym sportem samotników. Miał wtedy na myśli konkretnie podnoszenie ciężarów, nie kulturystykę, ani też taki mój rekreacyjny wysiłek w siłowni. Jakby nie patrząc na tego typu sporty, jest w stwierdzeniu wiele racji. Dokładając sobie kilogramów dochodzi się do smutnego momentu, kiedy już więcej nie podniesie się, nie wyrwie, nie wyciśnie na ławeczce. Chociaż ćwiczy się w jakiejś gromadzie na siłowni, to w decydującym momencie pozostaje się samotnym z własnym wysiłkiem. Nikt nie jest w stanie pomóc, jak to bywa w sportach zespołowych. Dobrą stroną natomiast jest to, że nikt nie zaszkodzi niesprawiedliwą decyzją sędziowską, ani wygórowanymi wymaganiami.

Pocąc się w siłowni Parku Wodnego przeżywałem nie tylko samotność ciężarowca. Jak widać na załączonym zdjęciu, amator biegania również jest samotny. Trudno w tym momencie nie wspomnieć brytyjskiego filmu "Samotność długodystansowca". Jeśli pamiętam fabułę, to chłopak z poprawczaka robi na złość szefowi zakładu i celowo nie wygrywa biegu. Nie posądzam nikogo, że unikając siłowni mści się za pandemię. Warunki do uprawiania sportu w tarnogórskiej świątyni sportów wszelakich są odpowiednie. Należy jedynie przestrzegać regulaminowych zakazów i nakazów. Pamiętać o niezbędnej higienie, o której i tak przypominają instruktorzy. Obostrzenia nie są inne, niż powszechnie wymagane.

Wracając do smutku i samotności, muszę stwierdzić, że zbyt wiele jest tego na siłowni w Parku Wodnym. Brakuje frekwencji sprzed wybuchu zarazy. Nie wiem, gdzie się podziali niegdysiejsi atleci? Nie zależy im na powrocie do wysiłku, do kształtowania sylwetki? Do zrzucenia zbędnych kilogramów? Z cielska oczywiście, nie ze maszynerii! Ludzie obudźcie się, urządzenia siłowe czekają na was!

(J.D.)

Tarnogórzanin mieszkający w Zbrosławicach, lekarz weterynarii i literat. Jest autorem powieści, opowiadań, zbiorów poezji, a także współautorem komiksów. Pisze teksty piosenek, a przede wszystkim libretta do widowisk scenicznych. Od wielu lat prowadził dzienniki, a w dobie internetu blogi.

Jan Drechsler

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA