Zamknij

Donnersmarckowie. Święta arystokracji: polowania, wyjazdy w Alpy i ciasto z pałacowej kuchni

19:59, 24.12.2021 | Jacek Tarski
REKLAMA

Guidotto hrabia Henckel 4. książę von Donnersmarck przywiózł do Polski fotografię z dzieciństwa. Zdjęcie to przedświąteczny obrazek z Pałacu Kawalera, w którym mieszkał książę.

Przypominamy archiwalny artykuł z 2016 roku "Donnersmarckowie, szacunek dla ludzi, szacunek dla tradycji".

Jest na nim choinka, olbrzymie drzewo, sięgające sufitu wysokiego przecież hallu. Obwieszone jest bombkami, lametą, skrzy się w blasku lamp, świadcząc o pozycji społecznej, a także guście właścicieli majątku. To chyba jedno, jedyne takie zdjęcie. Ale na jego podstawie można się domyślać, jak musiały wyglądać świąteczne dekoracje w innych posiadłościach rodu Henckel von Donnersmarck w Nakle Śląskim, w Brynku, Świerklańcu...

Zdjęć co prawda nie ma, ale o Donnersmarckach chętnie pisały gazety. Znawca historii rodu, historyk dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki mówi, że kopalnią wiedzy na temat ówczesnej high society mogą być dwie wydawane w Wiedniu gazety – Wiener Salonblatt i Sport und Salon. Gazety nie należą co prawda do opiniotwórczych, ale, to trzeba przyznać, miały porządnie prowadzone kroniki towarzyskie. Czytelnicy, jak to po dziś dzień bywa, chętnie sięgali po wiadomości z wyższych sfer.

– Dlatego pisano, czym zajmują się wysoko urodzeni, co dzieje się na dworze cesarskim w Wiedniu, co w rodzinach królewskich w całej Europie, co w pałacach książęcych, hrabiowskich itd. Pisano o ślubach, pogrzebach, nadaniach odznaczeń, wyjazdach do wód. W kręgu zainteresowań byli także Donnersmarckowie, a więc wyczytać można sporo, nawet to, jak spędzali czas Bożego Narodzenia – mówi dr Kuzio-Podrucki. 

Warto zauważyć, w jakim towarzystwie pojawia się nazwisko Henckel von Donnersmarck. Przewija się na łamach prasy obok takich nazwisk, jak Hohenlohe, Wilczek, Kinsky. Nic dziwnego, bo i ród był znakomity i wspaniale ustosunkowany. Ot, na przykład, nakielscy Donnersmarckowie spokrewnieni byli z Habsburgami. Matka Zofii Habsburg była siostrą ojca Wilhelminy Marii Gräfin Kinsky von Wchinitz und Tettau, czyli żony Edwina Henckel von Donnersmarcka. 

Wracając jednak do świąt i okresu przedświątecznego, nie wolno pominąć jednej z tradycji arystokracji, czyli polowań. Co roku, właśnie w okresie przed świętami, możni zwykli byli polować na bażanty. Do kanonu należało odwiedzanie się. Przedstawiciele znakomitych rodów bywali u siebie. Na początku XX wieku, w grudniu, na Śląsk wyruszał ktoś z dworu cesarskiego, po czym cała śmietanka objeżdżała dobra m.in. księcia von Pless w Pszczynie, Donnersmarcków w Świerklańcu i Nakle, Hohenlohe w Rudach Raciborskich. W okresie międzywojennym odwiedzano także i polskich arystokratów. Donnersmarckowie bywali na przykład u Czartoryskich.

Modne, a zatem i częste, były również wyjazdy na czas świąt. Przedstawiciele gałęzi świerklanieckiej wyjeżdżali więc w Alpy Bawarskie, nakielskiej jeździli do Karyntii w Austrii. – Warto zauważyć, że rzadko kiedy bywali w czasie świąt w Berlinie. Uważali bowiem, że do stolicy jeździ się nie na wypoczynek, tym bardziej nie na święta, ale na po to, by zajmować się polityką – mówi Arkadiusz Kuzio Podrucki.

Warto wspomnieć i o tym, że przedstawiciele książęcego rodu, od najmłodszych lat uczeni byli szacunku do osób, które zatrudniali. Kanon przewidywał nie sprawowanie władzy, a raczej odpowiedzialność za ludzi. Dlatego też do tradycji należało wręczanie pracownikom drobnych prezentów, wizyty w ochronkach i domach pomocy sióstr boromeuszek i obdarowywanie podopiecznych słodyczami, ciastem z pałacowej kuchni. To wszystko tworzyło więź, powodowało, że od pracowników można było wymagać, będąc pewnym tego, że nie zawiodą.  

Ale nie zawsze święta były okresem radości.  Radość pierwszych świąt czasu wojny (nie wolno zapominać, że Donnersmarckowie byli Niemcami i zajęcie Śląska przez III Rzeszę było dla nich wydarzeniem radosnym) przyćmiły wieści z Berlina, gdzie Gestapo aresztowało i zamęczyło bratanka księżnej Anny, młodego księcia Augusta Ryszarda Sayn-Wittgensteina. Zginął 22 grudnia 1939 roku, a książę Guidotto wspomina w jednym z wywiadów prasowych, że nastrój był bardzo smutny. Rodzina Donnersmarcków nie była co prawda fanatycznym zwolennikiem Hitlera, ale znów w grę wchodziło poczucie obowiązku, wychowanie według obowiązujących kanonów, to zaś oznaczało lojalność wobec władzy.

Także świętom 1944 roku towarzyszyły podłe nastroje. Ze wschodu słychać już było kanonadę dział nacierającej Armii Czerwonej. Donnersmarckowie zdawali sobie sprawę, że to ostatnie ich dni na śląskiej ziemi. Bali się, ale uciekać nie mogli, bo to oznaczało sianie defetyzmu, za co groziła śmierć. 

[ZT]34029[/ZT]

 

(Jacek Tarski )

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

Kiedys Kiedys

23 1

Na Slasku zyli szlachetni ludzie dzisiaj wiekszosc to chadziaje - gadzinowka ktorzy zniszczyli nam SLASK !!! 09:47, 25.12.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

bolobolo

0 23

Auschwitz to też Oberschlesien. 11:08, 25.12.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

cza cza

4 0

sie zastanowic cymu to powstalo !🙄 11:55, 25.12.2021


To wredna nacjaTo wredna nacja

15 0

A czego hadziaje NIE zniszczyli ??? 17:26, 25.12.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMAZabawa niemowląt - zobacz ceny
0%