Elżbieta Mikulla, matka pani Urszuli, była uważana za Austriaczkę. Ze strony swej matki była poznanianką, a jej panieńskie nazwisko brzmi Kwaczewska. Jej ojciec brał udział w powstaniu, ale gdy przyszło do zamążpójścia córki, nie miał nic przeciwko temu, aby wyszła za Austriaka. — Ojciec mamy trafił do Wielkopolski otrzymując propozycję dobrej posady. A że był porządnym karlusem, katolikiem, to ją za mąż wydali. Przed wojną nie było nienawiści ze względu na narodowość — opowiada pani Urszula. Jej ojciec, Józef Mikulla, pochodził ze Śląska Opolskiego, skończył niemieckie szkoły, wykształcenie ogrodnicze zdobył we Wrocławiu. — Ale był Polakiem, brał udział w powstaniach. Hrabia wiedział o tym. Cenił ojca, bo wiedział, że jest uczciwy. Gdy zapadł na żółtaczkę, za jego leczenie zapłacił hrabia. Miał do ojca zaufanie, czasami rozmawiał z nim o polityce. Kiedyś powiedział, że jeżeli Hitler wygra wojnę, to państwo zabierze im kopalnie.
Józef Mikulla zarządzał trzema ogrodami i dwoma szkółkami. Miał swoje biuro, gdzie prowadził księgowość, nadzorował sprzedaż róż i drzew owocowych, jesienią odbywały się targi. Hrabiemu Łazarzowi zależało nie tylko na zadbanym ogrodnictwie, ale też otoczeniu pałacu.
— Park był cudowny. Znajdowała się tam grota, przy której bawiłam się z Karolem Józefem i Marią, najmłodszymi dziećmi hrabiego. Hrabia nie miał nic przeciwko temu, nawet popierał te nasze zabawy. Mówił, żebym uczyła jego dzieci mówić po polsku, bo kiedyś, gdy będą zarządzać kopalniami na Śląsku, przyda im się znajomość języka.
Pani Urszula wspomina też palmiarnię w parku. Pamięta drzewa sprowadzone z Ameryki, tulipanowiec kwitnący w maju. Była tam także łąka pełna margaretek, kort tenisowy i staw. — Mieszkaliśmy naprzeciwko parku, więc w nocy było słychać słowiki, żaby rechotały.
Kierownikiem całego majątku był Niemiec. Wraz z jego synem pani Urszula przed wojną jeździła do szkoły do Tarnowskich Gór. Chodziła do polskiego gimnazjum, które mieściło się w budynku, gdzie teraz jest I LO im. S. Sempołowskiej. Syn kierownika chodził do niemieckiego gimnazjum.— Hrabia dawał nam dorożkę, jesienią wożono nas zamkniętym landauerem, a zimą saniami.
Na zdjęciu Urszula Skrabaczewska wraz ze swoim ojcem, Józefem Mikullą