Gdy zaczęła się wojna, pani Urszula miała już skończone dwie klasy polskiego gimnazjum. Wtedy musiała zmienić szkołę za namową hrabiego Łazarza. Podobnie jak jego dzieci, Urszula miała pójść do niemieckiego gimnazjum. Szkoła była na wysokim poziomie, o co dbał hrabia.
— Za jego przyczyną pracowali tam profesorowie z doktoratami, matematyki i fizyki uczył profesor uniwersytecki. Ja nie chciałam tam chodzić, ale hrabia powiedział ojcu, że nauka jest nauką, czy to po polsku, czy po niemiecku. A w gruncie rzeczy chodziło o ojca, który był postrzegany jako Polak.
Jeden z ogrodników, Niemiec, chciał zająć stanowisko Józefa Mikulli i dwa razy doniósł na niego do gestapo. Chodziło o to, że nadogrodnik pomaga żonom powstańców śląskich, zatrzymanych w obozach.— Ojciec sam hrabiemu o tym powiedział, a ten nie miał nic przeciwko temu. Ale ogrodnik podejrzał i doniósł. Ojca zatrzymano na gestapo, jednak hrabiemu poprzez starostę udało się go uwolnić. Tak stało się dwa razy i wiadomo było, że kolejnym już nie ujdzie mu to na sucho.
Ostatecznie do trzeciego zatrzymania nie doszło, a Urszula skończyła niemieckie gimnazjum. Do szkoły jeździła razem z Karolem Józefem i jeszcze młodszą Marią. — Ubrani byli w dobre rzeczy, ale skromnie. Na przykład zimą chodzili w zakopiańskich kożuszkach, nie jakiś futrach czy karakułach. Jak wracaliśmy ze szkoły, czasami prosiliśmy stangreta, żeby zaczekał przy lodziarni Italia, którą prowadził Włoch i kupowaliśmy lody. Raz pamiętam, że nie mieli pieniędzy, bo wydali wcześniej całe kieszonkowe. Zapytałam, dlaczego rodzice dają im takie małe kieszonkowe. Odpowiedzieli, że dlatego, by nauczyli się oszczędności, która będzie im potrzebna, gdy kiedyś będą dysponować majątkami. Ja im wtedy pożyczyłam na te lody, oddali od razu, jak dostali kieszonkowe.
Łazarz V wraz z żoną Franciszką i dziećmi wyjechali z Górnego Śląska, najpierw do Bawarii, potem do Szwajcarii. Stracili cały nakielski majątek, a także inne dobra, które w PRL-u znacjonalizowano. Nie zapomnieli jednak o swych dawnych pracownikach, z wieloma korespondowali przez lata. — Na święta posyłali wszystkim dawnym pracownikom najpierw paczki z żywnością, potem pieniądze - po 30 dolarów. Kiedyś jedna z osób napisała hrabiemu Łazarzowi, że za te pieniądze, które wysyła, miałby kamienicę. Odpisał, że woli sobie w niebie kamienicę zbudować — opowiada pani Urszula.
Na zdjęciu Urszula Skrabaczewska
Czytaj też:
Za nami jarmark, przed nami wspólne kolędowanie
Wspólne strojenie choinki. Drzewko stanęło na skwerze
Kiedy ma 15 lat, waży 130 kilo. Wszystko zmienia...
Nasypy kolejowe, hałda i jaskółki pod ochroną
[ZT]67143[/ZT]