Zamknij

Polowanie na demona

12:23, 21.05.2020 | J.D
Stary wapiennik
REKLAMA

Obecna rzeczywistość nerwowa mniej albo nieco bardziej, skłania do poszukiwania przyczyn stanu rzeczy. Nie można funkcjonować w stałym napięci, w nachalnym napływie informacji i dezinformacji, poszturchiwań i przepychanek. Człowiek w pewnym momencie nie jest pewny co jest prawdą, co półprawdą, a co wierutnym kłamstwem, kto jest wrogiem, a kto fałszywym przyjacielem. Łgarstwo i obłuda zaopatrzone bywają w piękne szatki jak kamień owinięty w papierek po wykwintnym, czekoladowym cukierku. Komu to służy? Nie wiem! To znaczy wiem, czemu służy, ale konkretnych osób i środowisk jest tak wiele, że trudno w kilku zdaniach odnieść się do zjawiska, bo dąży ono do ∞.

W takim społecznym rozgardiaszu najlepiej jest w poczuciu bezradności zwalić całą winę na siły nieczyste, na moc czartowską, na demony i... (tu się głębiej zastanawiam, bo powodowany lękiem, nie wiem, czy pisać dalej, aż się trzęsę cały ze strachu).

...i postarać się znaleźć ducha nieprawości.

Po analizie sytuacji doszedłem do wniosku, że winę w pełni ponosi demon albo istota półdemoniczna, której niby nie ma, ale istnieje, bo przecież widać skutki jej parszywego działania. W moim przekonaniu demony mieszkają w miejscach bliskich ludziom, lecz niedostępnych. Pozwalają sobie na krótki czas odpoczynku. Kiedy? Wiadomo, wczesnym porankiem. W nocy zbierają i preparują parszywe zioła, potem trochę śpią, a w dzień ludziom podrzucają nawarzoną ciemność zła.

Już wiele lat temu odkryłem jedno z mieszkań demonów w moim pobliżu, w polnej remizie blisko trasy Zbrosławice - Wieszowa, a ściślej w starym wapienniku, który w tym uroczysku niszczeje.

Słońce ziewało nad widnokręgiem wypuszczając z ust niewielkie obłoczki i przeczesywało promieniste włosy gałęziami drzew, a ja maszerowałem na spotkanie siły podejrzanej o bełtanie w ludzkich umysłach. Było cicho, słyszałem jedynie delikatne trzaski prostujących się po przebudzeniu źdźbeł zboża. Odważnie wkroczyłem na gęsto zarośniętą miedzę. Nieprzyjemny był jedynie pierwszy kontakt z mokrymi bylinami sięgającymi kolan, potem było mi wszystko jedno, brnąłem dziarsko przez mieszaninę wody i zieleni.

Dotarcie do wapiennika nie jest łatwe. Przed laty wiodła tam droga, obecnie zarośnięta. Wypalanie wapna stanowiło intratne zajęciem, nawet w okresie, kiedy taki geszefcik plamił socjalistyczny honor budowniczych ponoć lepszego jutra. Opowiadał mi o tym ktoś, kto po wojnie próbował jeszcze z wapiennika zrobić użytek.

Przedzierając się przez chaszcze wyobrażałem sobie, że wchodzę w baśniową krainę tajemnic. Żywych istot nie widziałem, ale czułem spojrzenia. Odsuwane gałęzie wracały do dawnej pozycji trącając mnie w plecy i ramiona, lecz byłem przekonany, że to demony próbują mnie złapać, dotknąć lub nawet przewrócić.

Wreszcie osiągnąłem cel. Stanąłem przed demonicznym zamczyskiem, to znaczy przed wapiennikiem. Hymnu konkwistadora nie zdążyłem zagwizdać, bo zaskrzeczało jakieś ptaszysko. Pomyślałem, że zbudzony duch zaraz pokaże się na szczycie budowli. Nic takiego się nie stało. Zrobiłem kilka fotek, pokręciłem się wokół ruiny, a potem w tył zwrot i nieco zawiedziony zacząłem wracać.

Wtem ujrzałem biegnącą przez pola sarnę. No jasne! To demon uciekała z remizy. Najlepiej takiemu jest przeistoczyć się w zaszczute zwierzątko, udawać ofiarę, fałszywie wzbudzić litość i ludziom szkodzić. Idąc rozmyślałem, a sprzeczne wnioski roiły się w mózgu. Jedno było pewne, czułem się lżej, jakbym doznał rozgrzeszenia. Rzeczywistość przestała szarpać nerwy, oddaliły się demoniczne wizje. Być może one tkwiły nie w starym wapienniku, ale we mnie? Niewykluczone, bo jednym z grzechów człowieka jest widzieć zło wszędzie, ale nie w sobie. Żeby to zrozumieć należy odwiedzić odpowiednie miejsce, na przykład stary stary wapiennik.

 

 

 

 

 

Tarnogórzanin mieszkający w Zbrosławicach, lekarz weterynarii i literat. Jest autorem powieści, opowiadań, zbiorów poezji, a także współautorem komiksów. Pisze teksty piosenek, a przede wszystkim libretta do widowisk scenicznych. Od wielu lat prowadził dzienniki, a w dobie internetu blogi.

Jan Drechsler

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA