Zamknij

Już tutaj byłem?

08:00, 26.09.2020 | J.D.
Czego nie wolno robić w Labiryncie Skalnym
REKLAMA

Koniec września stanowi granicę między latem, a jesienią. Realia pogodowe i zjawiska w przyrodzie dają do zrozumienia, że czas najwyższy zapomnieć o sezonie wakacyjnym, urlopowym, o momentach beztroskiego napawania się widokami innymi niż te z okolicy miejsca zamieszkania. Powoli zacierają się w pamięci chwile spędzone w Jastrzębiej Górze, ale szum morza, pokrzykiwanie mew i buszowanie wiatru w zaroślach tkwią jeszcze w zwojach mózgowych.

Zwłaszcza jeden moment nie pozwala mi zapomnieć o spacerach po plaży, o wspinaczkach po stromiznach klifu. Idąc Lisim Jarem, wąwozem ciągnącym się od ul. Rozewskiej do Bałtyku, wydawało mi się, że niedawno byłem w podobnym otoczeniu. Czyżby jakieś déjà vu albo raczej déjà visité? W przeszłości być może już tam byłem, bo na rozewskiej latarni morskiej to z pewnością, a jest to przecież o rzut beretem. Po kilkudziesięciu krokach zrozumiałem, co mi tak bardzo przypomina zejście na jastrzębiogórską plażę.

Miejsce zupełnie jak z innej bajki, też tajemnicze, ale zdecydowanie bliższe w odległości i sercu, a związane z gospodarczą historią Śląska. W ramach weekendowych wędrówek odwiedziłem w sierpniu Suchogórski Labirynt Skalny. O tym zespole przyrodniczo - krajobrazowym na granicy Tarnowskich Gór i Bytomia wie niewiele osób. Nawet tacy, którzy w ten, czy inny sposób penetrują okolice naszego powiatu. Przed wiekami pozyskiwano tutaj dolomit i limonit, a teraz stanowi przepiękny teren do spacerów. Pod jednym jednak warunkiem. Nie może to być krótko po deszczu, bo wtedy buty nadają się do wyrzucenia.

I jeszcze coś! Komary, te wszędobylskie owady zaatakowały mnie zaraz przy wejściu, ale był to sierpień, więc tego mogłem się spodziewać. Natura ma swoje plusy i minusy, a komary płci żeńskiej muszą czymś się pożywiać.

Niestety, nie jedynie komary zakłóciły mi spokój. Tuż za plecami usłyszałem warkot silnika, a po chwili wyprzedził mnie młody człowiek na motocyklu. Stromo pofałdowany teren faktycznie nadaje się do krosu, a dreszczyku emocji dodaje zakaz poruszania się w labiryncie na pojazdach mechanicznych. No cóż, chłopak jechał tak szybko, że nie zauważył tablicy z regulaminem. Ja też nie dostosowałem się do zakazów. Nie wolno tam niepokoić i płoszyć zwierząt, a ja opędzałem się przed komarami, a nawet zabiłem kilka sztuk.

(J.D.)

Tarnogórzanin mieszkający w Zbrosławicach, lekarz weterynarii i literat. Jest autorem powieści, opowiadań, zbiorów poezji, a także współautorem komiksów. Pisze teksty piosenek, a przede wszystkim libretta do widowisk scenicznych. Od wielu lat prowadził dzienniki, a w dobie internetu blogi.

Jan Drechsler

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA