Zamknij
REKLAMA

Robota nie zając. Tak się u nas buduje

18:17, 20.11.2021 | .
Tarnowskie Góry. Remont na ul. Sobieskiego może przeciągnąć się nawet o pół roku. Fot. Jarosław Myśliwski
REKLAMA

Jeżeli chodzi o przestrzeganie terminów przy realizacji inwestycji, to mam wrażenie, że w tym kraju dotyczy to generalnie celebrowania dni wolnych od pracy. Nierzadko świętowanie rozpoczyna się już przed terminem.

Wcale nie jestem zaskoczony tym, że przebudowywana ul. Sobieskiego w Tarnowskich Górach nie zostanie oddana w terminie. Nie pierwszy raz taka sytuacja i pewnie nie ostatni. Ot weźmy na przykład ul. Powstańców Śląskich, którą zamknięto na rok. Na początku wykonawca miał się postarać i oddać szybciej, ale w terminie ledwo zdążył z asfaltem, a potem i tak dalej trwały roboty wykończeniowe.

Swoją drogą zastanawiam się, czy w Tarnowskich Górach doczekamy kiedyś czasów, gdy roboty drogowe w letnich miesiącach będą wykonywane na dwie zmiany i remont głównych arterii będzie trwał o połowę krócej? Taką jaskółką było niedawne asfaltowanie w godzinach wieczornych i nocnych ul. Piłsudskiego i Bytomskiej, ale wiosny to jeszcze nie czyni.

Podczas budowy kanalizacji w Tarnowskich Górach przygotowywaliśmy w redakcji newsletter z informacjami dla kierowców, na których ulicach aktualnie prowadzone są roboty. I okazało się, że plan planem, planowanie planowaniem, a rzeczywistość jest nie do przewidzenia.

Zgodnie z harmonogramem robót wykonawca miał przekopać jakąś ulicę, ale ekipa pojechała zdzierać asfalt w innym miejscu, gdzie miała pojawić się kilka tygodni później. Albo zaczęła prace, by następnego dnia pojechać na inną budowę. Natomiast zakończenie robót było już zupełnie nie do przewidzenia. Dlaczego? Okazało się, że wszystko można wytłumaczyć słowem kolizja. Albo roboty kolidowały z urządzeniami czy sieciami, które według planów miały być w zupełnie innym miejscu, albo w ogóle ich nie było w dokumentacji. Jeśli nie jedno czy drugie, to natrafiono na coś tak tajnego, że wykonawca nawet nie mógł o tym myśleć, a co dopiero powiedzieć dziennikarzowi, czemu przerwali roboty.

Były też kolizje z innymi ekipami, które miały coś wcześniej zrobić, żeby inni mogli zrobić coś po nich. Zawsze był ktoś zdziwiony, że czegoś jeszcze nie zrobiono, ale też ktoś zaskoczony, że miał już coś zrobić.

I w zasadzie jedyne co było do przewidzenia, to dni wolne od pracy. Wtedy na 100 proc. było pewne, że żadna ekipa nie pojawi się na żadnej ulicy i żadnych utrudnień w ruchu nie spowoduje.

[ZT]33519[/ZT]

 

 

(.)

Redaktor naczelny „Gwarka”, związany z tygodnikiem od 22 lat. Wcześniej dziennikarz „Trybuny Śląskiej” i radia „TOP”.

Jarosław Myśliwski

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA
0%